Raporty bitewne 32 92 wyświetleń

KędzioR_vo prezentuje: Pojedynek zwiadowców (praca konkursowa).

KędzioR_vo · 21 kwietnia 2012

„Tylko spokojnie, tylko spokojnie” - powtarzał sobie w myślach młody zwiadowca z Ithilien. To była jedna z jego pierwszych wypraw tak blisko granicy Mordoru. „Zapanuj nad oddechem!”. Jeszcze nigdy nie widział warga z tak bliska. Jakimś tragicznym zbiegiem okoliczności Gondorczyk odłączył się od oddziału i pobłądził między skałami, do których teraz przywierał. Dyszał z przerażenia. „Ogromny!”. Zauważył kilka chwil wcześniej wielkiego wierzchowca z orkowym tropicielem na grzbiecie. „Myśl, myśl, myśl!” Oni również zapuścili się daleko – stary, doświadczony w wielu walkach warg wyczuł mięso i zaczął węszyć. Znaczona bliznami morda rozwierała się łakomie, naderwane uszy czaiły się na każdy szmer. Jeździec znał swą bestię i przeczuwając starcie dobył starego, zardzewiałego sztyletu. Uśmiechnął się okrutnie.

 

Głuche, ciche pacnięcie w dalszej części dróżki – warg podniósł łeb i przyspieszył, ork skulił się i napiął mięśnie. Zapach gęstniał z każdą chwilą.

Człowiek trwał za skałą. Kłykcie prawej dłoni bielały od zaciskania się na rękojeści miecza. Spojrzenie wyrażało determinację. „Musi się udać".

Rzucony chwilę wcześniej na ścieżkę tuż za zakrętem fragment pieczonego udźca sarny miał być wybawieniem. Jego silna woń zakryła smród potu i strachu zwiadowcy. Odciągnęła uwagę.

Ciche tupnięcia warga zbliżały się. Już zaraz minie skałkę. Nie ma miejsca na żadne myśli w głowie Gondorczyka.

Tylko broń w ręce.

Czerń w źrenicach.

Amok w sercu.

I skok!

Część konstrukcyjna:

W mojej dioramie chciałem przedstawić moment tuż przed samą walką, gdy zwiadowca z Gondoru rzuca się przeciw orkowemu tropicielowi na wargu. Aby dać ciekawe tło do ich starcia, postanowiłem stworzyć skalisty teren granic Mordoru i Ithilien. Wiedząc, że nie mam na to zbyt wiele czasu, nie chciałem też szczególnie szaleć. Termin 30go września był dla mnie istotny, bo musiałem do tego czasu ukończyć projekt dyplomowy. To był priorytet, konkurs traktowałem jako dodatek do rozkładu zajęć i część rekreacyjną.

Na całość prac rzeźbiarskich dałem sobie termin podczas wyjazdu na miniurlop do Torunia – od 14go do 20go sierpnia. Robotę zacząłem od konwersji związanych z wierzchowcem. Oryginalna figurka miała łeb skierowany na wprost, a chciałem, by finalna wersja ukazywała bestię obracającą głowę ku wychylającemu się zza skały zwiadowcy. W związku z tym na dobry początek uciąłem zwierzakowi jego czerep. Dokonałem tego krwawego czynu za pomocą własnoręcznie wykonanej piłki – to złamana na pół żyletka, w której ząbki ponacinałem pilnikiem iglakiem. Prosta sprawa, a działa świetnie przy każdym cięciu plastikowych lub żywicznych figurek – z metalami idzie wolniej.

Od razu mała dygresja – widoczne figurki warga oraz jeźdźca kupiłem używane i zmywałem, ale farba nie zeszła w całości. W związku z terminem nie miałem czasu na dokładną zabawę, aczkolwiek powinno się to zrobić.

 

Następną istotną sprawą była naprawa nóżki futrzaka. Mój biedak miał ułamaną kończynę, a że i tak chciałem dać mu w którąś drucik dla lepszego trzymania się podstawki, to przewierciłem się przez całą odłamaną część nogi i powyżej. Do tego użyłem jednego ze świetnych wiertełek 0,6mm, które nabyłem w sklepie z artykułami jubilerskimi za zawrotną cenę złotówki z groszami od sztuki. Polecam do wszelkich prac precyzyjnych. Jako, że to wiertła do metalu, to wchodzą we wszystko ślicznie. Jako obsadkę stosuję korpus od skalpela firmy Excel, spisuje się dobrze.

Przed przyklejeniem łba wargowego zamontowałem kilka kawałków z wyprasek plastikowych, by nadać odpowiedni kąt odgięcia. Do klejenia plastikowych figurek używam kleju modelarskiego Revella. Zmontowałem też prawą przednią łapkę z drutem zbrojeniowym. Na zdjęciu poniżej wersja już po obróbce pilnikami.

Zabawę z figurką rangera gondorskiego zacząłem właśnie od dokładnego wyszlifowania całości. To podstawa pracy modelarskiej – nieodzowna i niedopuszczalna do pominięcia. Inaczej po pomalowaniu mamy efekt lekkiej żałości, gdy na ładnej figurce wrednie uśmiecha się jakaś linia podziału form.

Jak już pewnie zauważyliście na poprzednich fotkach, mój tropiciel to półprodukt goblinopodobny. Wcześniej już został poddany pewnym mutacjom – dostał zielonej wysypki na głowie, pilniki i nożyki pozbawiły go dużej części pancerza i brutalnie rozebrały ze zbroi.

Dalsze tortury wynikały z pewnych braków w jego wyposażeniu. Brak ręki to nie jest duży problem, przecież to tylko łucznik. Ale kołczan by się przydał – więc z belki usuniętej spod nóg zwiadowcy wyszlifowałem coś na kształt takowego oporządzenia.

Przy okazji zacząłem sprawdzać pasowanie nóżek maluszka do warga brzuszka. Tak się składa, że strzałomiotacze goblińskiej rasy zazwyczaj dobrze pasują na wierzch futrzaków, ale czasem trzeba wprowadzić nieco poprawek. Ja uciąłem nogi tuż nad ochraniaczami kolan i doklejałem je tak, by trzymały się bliżej cielska zwierzaka.

Tutaj dochodzimy do zalepiania miejsc klejenia warga – futrzak też chciał trochę zielonych mutagennych składników na sobie, a że umiał ładnie prosić, to i dostał. Widać, jak zabieram się do mieszania Green Stuffu…

…po czym dokładnie wymieszany mutagen nakładam na szyję bestii…

…by za pomocą skalpela nadać mu odpowiednią fakturę. Kiedyś wydawało mi się, że uzupełnianie braków na wargach jest trudne, teraz – po zrobieniu w ostatnie wakacje 9 futrzaków – uważam, że to czysta przyjemność. Tworzenie imitacji futra na poziomie miniatur GW jest dość proste, więc można to traktować jak relaks – zwłaszcza, gdy w zastępstwie tej czynności jest choćby robienie projektu dyplomowego.Wspomnę jeszcze, że doszlifowywałem wargowi uszy tak, by istotnie odstawały od ciała – usuwając zbędny plastik. Jedno z nich dodatkowo naderwałem, używając skalpela, by podkreślić doświadczenie bojowe wierzchowca. Na łuku brwiowym z lewej strony pyska wykonałem nacięcia blizn, a na prawym tylnym udzie głęboką, niezrośniętą wciąż ranę – będzie widać je dalej.

By dodać nieco klimatu naszemu młodemu zwiadowcy i wykorzystać resztkę rozmieszanego GS'u postanowiłem wykonać na płaszczu i spódnicy miniaturki imitacje poszarpań. Naciąłem i rozwierciłem kilka miejsc, po czym dokleiłem wokół minimalne ilości zielonej masy. Lekko poodginałem ją w dół i tak to wygląda:

Widać też dodatkowe pasy, trzymające łuk.

Następnie zabrałem się za dozbrojenie jednorękiego bandyty, to jest tropiciela. Miał on dzierżyć duży sztylet w prawej dłoni, więc – po pierwsze – na płytce plastiku o grubości 2mm narysowałem szkic. Później wyciąłem, oszlifowałem i nadałem ostateczny, zaostrzony kształt za pomocą pilników.

Rękę odciąłem od ciała, zmieniłem ustawienie na bardziej naturalne do trzymania broni. Zgiąłem palce i przykleiłem tak, by układały się w zaciśniętą wokół rękojeści pięść.

Facjata, jaką zmutowany trakerogoblin miał nieszczęście posiadać, nie do końca mi się podobała. Dodatkowo nie pasowała do ryjka, jaki sobie wyobrażałem – woja zaskoczonego, widzącego wyskakującego właśnie nań wroga. W związku z tym wziąłem się do roboty rzeźbiarskiej. Zrobiłem odpowiedniej wielkości kulkę z GS'u i zamocowałem na wykałaczce.

Najpierw pęsetą ścisnąłem środkową część wyimaginowanego łba, by uzyskać coś na kształt nosa. Następnie ostrym skalpelem nacinałem i rozciągałem masę, starając się stworzyć orkopodobną, rozdziawioną krzykiem mordkę.

Po ogólnej pracy rzeźbiarskiej za pomocą gumowego shapera powygładzałem niektóre elementy czaszki i buźki. Większość jednakże zostawiłem dość ostrą, bo lubię taki lekko groteskowy i przerysowany klimat facjat orkowych.Na tym etapie głowa została łysa, jak u typowego kibola piłkarskiego. Dokleiłem natomiast małe, ostre uszka.

Kolejny etap tworzenia śliczniaka tropicielowego to zabawa w magika – czyli znów rżnę figurkę moją piłką. Tym razem przez środek brzucha, by bardziej pochylić i lekko odgiąć miniaturkę.

Na poniższym zdjęciu już widać jeźdźca z doklejonym odpowiednio torsem, docelową głową, kołczanem na plecach. Na tym ostatnim dorobiłem zwieńczenie ukrywające strzały, bo szczerze nie miałem ochoty na robienie takowych. Poza tym, wojownik jest w marszu, więc chowa swój cenny ekwipunek. Dodatkowo zauważyć można wstęp do rzeźbienia ubranek – dolne futerko się pojawiło. Kształt wyciąłem z rozrobionego, spłaszczonego GS'u, następnie skalpelem nadawałem fakturę. Rzeźbione częściowo na zamontowanej czasowo figurce, żeby dobrze się układało.

Zgodnie z ciekawymi wnioskami z książki „Władca Pierścieni. Wojna i uzbrojenie" zakładam, że orki jeżdżące na wargach przywdziewały fragmenty futer swoich wierzchowców, by pachnieć tak wonnie i świeżo jak one, minimalizując ryzyko stania się ich przekąską.

A na wspomnianym zwierzaku widać dodatki z masy – przedłużoną grzywę itp.

Korzystając z tymczasowego montażu tropiciela na grzbiecie warga dopasowywałem też ustawienie lewej, rzeźbionej wreszcie ręki. Stwierdziłem, że jednak ten uroczy ubytek poprawię, by mój wojownik nie stał na z góry przegranej pozycji względem zwiadowcy z Gondoru. Najpierw zrobiłem podstawowy kształt ramienia, tak, by na wyschniętym, twardym szkielecie dolepiać mięśnie i palce.

Obok widoczny prosty łuk orkowy, wzorowany na typowych u moich trakerów goblińskich strzałomiotach.

Następnie dokleiłem za pomocą Cyjanopanu tenże element na plecy, obok kołczanu. A i lewa ręka znalazła się tam, gdzie powinna.

Następnie dokleiłem za pomocą Cyjanopanu tenże element na plecy, obok kołczanu. A i lewa ręka znalazła się tam, gdzie powinna.

Po wyschnięciu dorzeźbiłem palce dłoni tak, by wyglądało to, jakby jeździec mocno trzymał się sierści swego wierzchowca.

Poprawki wprowadzałem, opierając łapkę na własnym paznokciu – tak było mi zdecydowanie łatwiej. Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy – jak on się cudownie tuli! Widać, że w MoRdoRze brak ciepła i bliskości!

Następnie stwierdziłem, że Gondorczyk czuje się osamotniony. By go nieco pocieszyć postanowiłem obciąć mu nogę – będzie miał się na czym skoncentrować.

Tymczasem orkowi było chłodno, więc uzupełniałem jego wdzianko. Dostał rękawki, a na górze zaczęło pojawiać się futerko z ohydnie skręconych, dredowatych włosów. Doklejałem pojedyncze, rozciągnięte fragmenty GS'u i odginałem oraz wyciągałem je jeszcze za pomocą pęsety.

Człowiek tymczasem narzekał na wykrwawianie, więc przykleiłem mu nogę z powrotem. Ale nie tak samo – odgiąłem i wyszlifowałem ją inaczej, by całość pozy sprawiała nieco bardziej dynamiczne wrażenie. Jakby istotnie on ruszał naprzód, a nie tylko pochylał się po zbyt wielu głębszych.

Oszlifowana nóżka przytwierdzona pod innym kątem dodała miniaturce nieco życia. Z nadmiaru GS'u postanowiłem też dolepić torbę u pasa, w której zwiadowca mógł mieć przekąski z ostatniego posiłku. Widać również inne ugięcie stopy i uzupełnienie jej masą mutagenną.No i to właściwie jest koniec konstrukcyjnej robótki związanej z naszym młodym, lekko roztrzęsionym Gondorczykiem.

Nadszedł czas na wykonanie samego miejsca wiekopomnej batalii zjednoczonych sił futrzako-orkowych przeciw podmiotowi ludzkiemu. Jako podstawki do całości użyłem traya kawaleryjskiego, wygranego na niedawnym słupskim challengerze. Obrysowałem jego kształt na fragmencie tablicy korkowej i za pomocą mojego ciężkiego, metalowego noża introligatorskiego wycinałem odpowiednie fragmenty. Ważne, by robić to na twardej podkładce i nie spowodować u siebie bądź rodziny krwotoku. Ja tnę takie rzeczy na podłodze, na powierzchni starej półki.

Przed obiektyw wskoczył tropiciel i dostał z flesza. Tak wygląda konstrukcyjnie skończony, mały brzydal, już z włosami i podobnymi detalami.

Ten etap prac wykonywałem pod koniec sierpnia, po powrocie z urlopu. W związku ze zbliżającym się terminem oddania projektów dyplomowych dnie spędzałem przed komputerem, a większość roboty figurkowej działa się w godzinach wieczornych, zazwyczaj od 20 do 23, stąd nasycenie kolorów na zdjęciach może być różne.

Jednym z założeń dioramki była możliwość wykorzystania używanych miniatur do gry. Dlatego też warg wraz z jeźdźcem mieli trafić na normalną, kawaleryjska podstawkę. Sprawdzałem pasowanie całości i ustawienie terenu względem miniatur.

Podnoszący się poziom wzgórza wykonywałem z naklejanych kolejno, coraz mniejszych kawałków korka. Kleiłem całość za pomocą wikolu, dodatkowo w miejscu łączenia z trayem dałem nieco Cyjanopanu. Przy wielkopowierzchniowym użyciu tego ostatniego kleju należy pamiętać o dobrym wietrzeniu pomieszczenia, inaczej można zacząć myśleć, że się jest Legolasem, i próbować zjeżdżać w ZOO słoniowi po trąbie.

Skałki miały być dość nieregularne, więc rwałem korek na mniejsze fragmenty i doklejałem dość losowo. Po uzyskaniu ogólnego kształtu postanowiłem przylepić wikolem piasek w miejsce drogi oraz na dużą część wzgórz. Używam piasku kwarcowego, dość gruboziarnistego, oraz bardzo drobnego piasku z plaży.

Na powyższym zdjęciu widać podstawkę dioramy, warga oraz zwiadowcy z Ithilien. Postanowiłem tego ostatniego jeszcze nieco potorturować, ale o tym za chwilę. Na razie wytłumaczę dziurę w bazie makietki – otóż w związku z dużą ilością skałek, mordorskie chłopaki wchodziły na wcisk w miejsce swego przeznaczenia. Aby bezpieczniej i łatwiej wyjmować zestaw kawaleryjski, nawierciłem otwór, przez który można spokojnie wypchnąć futrzaka z jeźdźcem bez ryzyka ich uszkodzenia.

Niżej już zdjęcia zmontowanej, głównej części dioramki.

Teraz wracamy na chwilę do rangera – znowu coś tam narzekał, że się nim nie interesuję i że warg próbuje go podgryzać, więc nawierciłem mu prawą nogę i zamontowałem drucik. Niby marne pocieszenie, ale na tymże trzpieniu może on stać zarówno na swojej małej podstawce, jak i być montowany w odpowiednim miejscu dioramki.

Zresztą od razu mu się humor poprawił. Jaki dumny teraz.

Warg został wklejony na swoją bazę, posadziłem na nim czasowo tropiciela i ustawiłem Gondorczyka na jego miejscu. To pozwala prześledzić całość kompozycji pod koniec fazy konstrukcyjnej.

Zacząłem też malować podstawkę. Wcześniej została pokryta czarnym podkładem, tak, jak figurki. W związku z tym, że projekt dyplomowy pochłaniał bardzo dużo czasu, chciałem maksymalnie uprościć malowanie dioramy i używać podobnych kolorów, jak do figurek.Irytowała mnie jeszcze nierówność boków mojego założenia przestrzennego. By to poprawić nabyłem szpachlówkę modelarską i wycisnąłem nieco na stare karty.

Za pomocą tychże nakładałem szpachlę na boki dioramki, starając się tworzyć względnie równe płaszczyzny tego swoistego tynkowania.

Przy użyciu tej masy ważne jest, by nakładać cienkie warstwy, bo wysycha powierzchniowo. No i trzeba odczekać kilka godzin przed obróbką mechaniczną. Ja zostawiłem dioramę na noc.

Do szlifowania zaschniętej szpachli można używać pilników bądź papierów ściernych. Problematyczne jest to, że taki tynk bardzo pyli przy obróbce. Dlatego też postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i korzystając ze słonecznej pogody posiedziałem sobie z dioramką na balkonie.

Po zakończeniu zabawy wyglądało to tak:

I tym samym oznaczało zakończenie etapu konstrukcyjnego pracy nad makietką. Jupi!

Dotrwaliście do kolejnego etapu – jesteście twardzi jak Pudzian po witaminkach!

Część malarska:

Zaczyna się od mycia.

Zimna woda zdrowia doda – figurkom również. Przed gruntowaniem należy miniaturki dokładnie odtłuścić, więc wziąłem szczoteczkę, płyn do mycia naczyń (Ludwik rządzi) i gilałem dokładnie Gondorczyka, orka oraz futrzaka pod paszkami.

Następnie zamontowałem trio na bazach ułatwiających malowanie.

Jako podkładu używam czarnego, matowego sprayu Craft's Spray, dostępnego za cenę około 10zł w sklepach z artykułami budowlanymi. Uważam, że to zdecydowanie efektywniejsza opcja niż przepłacanie za asortyment GW. Spryskany takowym specyfikiem model wygląda równie dobrze.

Początek samej zabawy malarskiej to płaszcz rangera oraz skóra warga – malowane na początku tym samym kolorem – Shadowed Stone z serii Reaper Master Series.

Od razu w kwestii wyjaśnienia – używam palety właśnie firmy Reaper, Dodatkowo czasem stosuję kolorki firmy Vallejo. Cytadelek nie mam w ogóle, poza czarnym washem. Uważam, że konkurencyjne farby są znacznie lepsze, a jeśli dołączyć niższe ceny, to w ogóle nie widzę sensu nabywania produktów GW. Chyba, że ktoś wspiera ich politykę firmową. Czyli jest masochistą.

Wracając do malowania – po wyschnięciu bazowego kolorku zacząłem rozjaśnianie wdzianka zwiadowcy oraz ciała futrzaka. Uwielbiam mieszać farby i nie będę tutaj podawał dokładnych składników każdej mieszanki – nie da się tego zapamiętać po prostu. Poza tym ten artykuł to nie jest dokładny idealny poradnik krok po kroku, a raczej zbiór impresji, które mogą się przydać lub kogoś natchnąć do robótki. Pamiętajmy, że to fantastyka i jest wolność, więc nie ma się co trzymać danych kolorów i przywiązywać doń przesadnie.

Samo rozjaśnianie przeprowadzam tak, że do bazowego koloru dodaję odrobinę jaśniejszego. W farbach Reaper Master Series (RMS dalej) wpadli na pomysł robienia triad – trzech kolorów wzajemnie działających. Mamy na przykład Stone Grey, jego przyciemnienie to właśnie Shadowed Stone, a rozjaśnienie to Weathered Stone. Mieszam farbki w pojemniczkach po tabletkach – jak Rutinoscorbin itp. Ludzie się zachwycają mokrą paletą, a ja tymczasem zaklejam daną mieszankę taśmą klejącą i mam trwałość na kilka tygodni.

W każdym razie wróćmy do naszych malowanek:

Widać płaszcz po delikatnym rozjaśnieniu bardzo rozcieńczoną farbą Shadowed Stone RMS zmieszaną ze Stone Grey RMS. Podobnie z wargiem:

U bestyjki skupiłem się na uwydatnieniu mocno wystających łuków brwiowych, nosa, uszu, a na nogach kolan itp.

Zacząłem też malować podstawkę. Wcześniej została pokryta czarnym podkładem, tak, jak figurki. W związku z tym, że projekt dyplomowy pochłaniał bardzo dużo czasu, chciałem maksymalnie uprościć malowanie dioramy i używać podobnych kolorów, jak do figurek.

Widać skałki po nałożeniu rozjaśnień – normalnie „mokrą" farbą, na razie bez popularnej metody suchego pędzla.

Następnie zacząłem malować ziemię. Używałem farb Dark Skin RMS oraz Muddy Brown RMS. Mocno rozcieńczone nakładałem na większość płaskich elementów. Później przecierałem powierzchnie pokrytą piaskiem jaśniejszymi odcieniami brązów, jak Earth Brown RMS, na koniec dając beże.

Wieczorne malowanie sprawiało, że nie zawsze był czas na pstrykanie zdjęć. Niżej widać warga po przeprowadzeniu właściwie całego „szarego" malowania. Sierść pokryłem kolorem Dark Skin RMS, rozjaśniając mocno zwłaszcza okolice grzywy Dark Highlight RMS, kolorami ludzkiej skóry oraz jasnymi szarościami. Chciałem, by ten wierzchowiec wyglądał na dość starego, doświadczonego w bojach futrzaka, dlatego też postanowiłem dodać mu blizny i rany wojenne. Tutaj dopiero zaznaczane Deep Red RMS.

Z drugiej strony widać naderwane uszko warga i rozjaśnienia futra.

W tym czasie tropiciel wyglądał szczerze dość badziewnie. Ot, taki brzydal pokryty kilkoma brązami, by pasować do swojego wierzchowca. Wstydzi się i nie patrzy w obiektyw, nie dziw zresztą.

Ranger dostał natomiast – po rozjaśnianiu szarości – brązową spódniczkę. Mieszanka Dark Highlight RMS z podobnymi. Zacząłem też w trybie speedpaintingu malować jego skórę. Używałem jako bazy Rosy Shadow RMS, tutaj już z widocznym washem z brązu.

Tył z kilkoma ostrymi rozjaśnieniami do jasnej szarości. Fuj fuj.

W związku z tym, o czym wspominałem – czyli malowaniem wieczorną porą, zdjęcia nie będą idealne. Na kolejnym widać stopniowe rozjaśnianie spódnicy i ciuszków zwiadowcy. Kolorem skóry poprawiłem też dość niechlujne, wcześniejsze washowanie, oraz rozjaśniałem dłonie, łuki brwiowe itp Rosy Highlight RMS.

W tym czasie warg dostaje ząbki. Malowane najpierw brązem, następnie kościanym Linen White RMS, a na końcówkach Pure White RMS. Dziąsła to Deep Red RMS z rozjaśnieniami Clear Red RMS. Widać też oczko oraz lepiej wymalowane blizny – Burgundy Wine RMS. Na część nóg i futra poleciał też czarny wash GW, czyli to, co akurat tej firmie dobrze wychodzi.

Zwiadowca również ucieszył się z dawki Badab Black GW na spódnicy i wreszcie przejrzał na oczy. Wymalowałem mu białka i źrenice, starając się tak je ustawić, by w finałowym efekcie spozierał spode łba na wroga.

Tutaj mała dygresja – by ułatwić sobie malowanie detali takich, jak choćby oczy, należy zadbać o dwie sprawy – praktykę i stabilność. Pierwsze to rzecz wprawy. Drugie to kwestia wygody. Ja do mazania drobnych rzeczy zabieram się tak, że całe prawe przedramię opieram wygodnie na biurku, włącznie z dłonią. Precyzyjne, minimalne ruchy pędzla wykonuję korzystając tylko z palców, co zapewnia maksymalną celność. Trzeba czasem ładnie przysnajperzyć.

Baza makiety też się rozwija – suchym pędzlem wyciągam coraz to ostrzejsze krawędzie. Staram się rozjaśniać głównie te najwyższe partie skał, żeby się wyróżniały z niższej reszty.

Kolejne cieniowanie futrzaka – więcej czerni na pysk, poprawianie futra itp. Bestyj nabiera życia.

Również za pomocą glejzowanych washy poprawiam malowanie płaszcza oraz spódnicy rangera. Delikatnymi, kontrolowanymi przyciemnieniami poprawiam przejścia kolorów i staram się, by już nie było takiego efektu fuj.

Tropiciel zazdrości, bo zostaje w tyle. Wydarł się i trzeba było go uciszyć warstwą Red Brick RMS na skórę.

Co ciekawe, już po terminie nadsyłania prac. Minął wrzesień, udało mi się skończyć projekt dyplomowy, ale musiałem poświęcić mu całe dnie i jedną noc. Wieczorne malowanie nie pozwoliło mi na wyrobienie się z Pojedynkiem Zwiadowców, który musiał uznać wyższość priorytetów życiowych. Myślałem, że makietka trafi kiedyś tylko na półkę, ale dzięki przedłużeniu o tydzień przyjmowania prac okazało się, że mam jeszcze szansę. Postanowiłem wykorzystać jedyne dwa wolne dni na dokończenie całości.

Wznawiam robotę i zaczynam od błota. Tak, tak.

Ale nie biorę w nim kąpieli. Za śliczny jestem, nie potrzebuję. By ukryć ślad po wkładaniu podstawki warga w tray dioramy do pojemniczka z piaskiem wlewam wodę zabarwioną na ciemny brąz. To sprawi, że ziarenka nabiorą koloru i ukryją niedoskonałość makietki.

A tymczasem młody zwiadowca z Ithilien dostaje wreszcie więcej kolorków – ciemniejsze elementy to Pine Green RMS z dodatkami, jaśniejszy kubraczek to Yellow Green Vallejo.

Orkowy tropiciel też się cieszy, bo zyskuje nieco uwagi. Rozjaśniam mu skórę, dodając do Brick Red RMS nieco innych czerwieni. Mocno rozcieńczonym barwnikiem pokrywam co bardziej wystające elementy ciałka, na ryjku łuki brwiowe, nosek itp. Przy malowaniu orków lubię robić maleńkie kropeczki innych kolorków na ich bazowym odcieniu. To sprawia, że skóra wygląda na nierówną, lekko chorą – pasuje do tych brzydali.

Gondorczyk dostaje rozjaśnienia swoich szmatek – do Pine Green RMS dodaję Yellow Green Vallejo, a do Yellow Green Vallejo dodaję jakiegoś beżu. Takimi odcieniami wyciągam wypukłe elementy ciuszków mojego strojnisia.

Kolejne rozjaśnienia – miejscami dość ostre. Zostaną poprawione glejzami i washami.

A tu ork! Jaki brzydki! Nie dziwota, że chłopak z Ithilien chce go dźgnąć, sam bym się nie pohamował. Tropiciel dostał na ryjek oczy, spozierające w stronę wroga, oraz dziąsła i krzywe zęby. Te ostatnie malowane jak u warga, są brązowawe, ale w otoczeniu ciemnej skóry i tak wyglądają, jakby maszkaron szorował je codziennie wybielaczem.

Skóra też mocniej wyciągnięta, dość ostro – zwłaszcza w takim powiększeniu. W rzeczywistej wielkości nie robi takiego wrażenia.

Tymczasem dochodzi wieczór dnia, w którym trzeba skończyć malowanie. Ranger otrzymuje barwę Rust firmy Pactra, która moim zdaniem świetnie pasuje do wszelkich skórzanych elementów. Od razu lekko ją rozjaśniam Chestnut Brownem RMS. Na miecz wskakuje Honed Steel RMS, na górnej płaszczyźnie rozjaśniany mieszanką z Polished Silver RMS, a krawędzie przeciągam samym ostatnim kolorkiem.

Na plecach niewidoczny kołczan staje się brązowy, a łuk to mieszanka Beasty Brown Vallejo z beżami RMS, stopniowo rozjaśniana.

Dół płaszcza dostaje mocno rozcieńczoną warstwę brudu – Muddy Brown RMS, następnie Earth Brown RMS i na dole beż. Będzie to lepiej widoczne na dalszych zdjęciach.

W międzyczasie na podstawce nawet trawka wyrosła. Jako nawóz oczywiście wikol – jak w całej dioramce.

Traker również nabiera kolorków. Kolejne brązy tworzą całość schematu kolorystycznego i są stopniowo rozjaśniane. Czerwone rękawki powoli pokrywają się barwnikiem. Również sztylet nabiera wyrazu, malowany podobnie, jak miecz Gondorczyka, choć w nieco ciemniejszej tonacji.

Włosy orka stają się ciemnoszare z rozjaśnieniami do brudnej szarości. Futro i reszta wdzianka czeka jeszcze na ostatnie washe i glejzy – najpierw ciemnobrązowe, a następnie czarne.

I to koniec zdjęć warsztatowych. Wszelkie poprawki wprowadziłem w tak zwanym międzyczasie, głównie polepszając cieniowanie czarnym washem i brązowymi glejzami, uwypuklając istotne kwestie w rzeźbie figurek, jak choćby pikowane rękawki kubraczka zwiadowcy z Ithilien. Te techniki malarskie są w stanie znacznie poprawić wygląd miniatur.

Zresztą, oceńcie sami – oto i zdjęcia ukończonego Gondorczyka – nieco za ciemne ze względu na jesienne już światło:

Widok na warga wraz z jeźdźcem (blizny poprawiałem kolorem Amethyst Purple, na sztylet tropiciela trafiło nieco Rust Pactry i brązów).

Co ważne, po ukończeniu prac malarskich należy zabezpieczyć figurki lakierem. Jeśli bardzo cenimy daną miniaturkę, bo jest metalowym bohaterem czy dużą bestią, to warto nałożyć nań dwie warstwy werniksu. Jako pierwszy można użyć błyszczący, gdyż lepiej zabezpiecza, jako drugi matowy. Ja do tych figurek stosowałem tylko matowy, firmy Testors, Matt Dullcote, który szczerze polecam.

Na kolejnym zdjęciu warg z jeźdźcem ustawieni na swoim miejscu makietki. Widać dziurę wokół podstawki – do jej zakamuflowania przygotowałem wcześniej barwiony piasek. W  ciągu doby wysechł, więc mogłem go wysypać po wykonaniu tej fotografii.

Sami oceńcie, czy widać wciąż szparę przy wkładanej bazie warg trakera.

Życzę miłego oglądania efektu finalnego:

Dziękuję za uwagę i gratuluję dobrnięcia do końca artykułu – nawet Bear Grylls nie dał rady i zaszył się gdzieś w ruskiej tajdze ze wstydu.

A na koniec ankieta: Kto wygrał Pojedynek Zwiadowców?

Czy był to młody, gniewny ranger z Ithilien? Czy może mały, wredny tropiciel? Czy też obaj zostali spałaszowani przez wielkiego, starego warga? A może przybiegła Sheloba i zżarła ich wszystkich?

Jak sądzicie?

Odpowiedzi zamieszczajcie w formie komentarzy. Wśród wszystkich prawidłowych wynurzeń wylosujemy szczęśliwego zwycięzcę, który otrzyma pamiątkową PMkę z uściskiem dłoni niżej podpisanego!

Naprawdę warto!

PozdRawiam

KędzioR_vo

Dołącz do dyskusji

  1. Glamdring · 21 grudnia 2012 o 19:29

    Zjawił się oddział rangera i kiesy chcieli zastrzelić tropiciela zabili przez przypadek Rangera

  2. Gotek · 9 czerwca 2012 o 14:13

    Dla mnie bomba !!! A wracając do ankiety to myślę ,że przyleciał
    Witchking na bestii i zjadł ich obu. 😉

  3. Gotek · 9 czerwca 2012 o 14:12

    Dla mnie bomba !!! A wracając do ankiety to myślę ,że przyleciał
    Witch King na bestii i zjadł ich obu. 😉

  4. Simonu · 1 maja 2012 o 22:48

    Świetna praca, zarówno malowanie jak i konwersja – ale w końcu to Kędzior – czego się spodziewać 😉
    Serduszko z szarego gówienka z tubki? 🙂
    http://i1113.photobucket.com/albums/k519/Barti101/Kedzior/45.jpg

  5. Slivo · 29 kwietnia 2012 o 15:38

    Świetny art. Czekamy na więcej.

  6. Hermanos93 · 26 kwietnia 2012 o 21:43

    Ej no, co to ma niby być? Konkurs recytatorski w zerówce, gdzie każdy dostaje nagrodę? Zadam uczciwego losowania, w którym zwycięzca może być tylko jeden [ja]!
    😀

  7. Jeru · 26 kwietnia 2012 o 20:26

    Też dostałem. Tylko że o tym uścisku dowiedziałem się teraz. Obejrzałem obrazki, skomentowałem, nie czytałem (ech, znowu wychodzę na nie-wykształciucha). XD

  8. Hermanos93 · 26 kwietnia 2012 o 18:49

    Jupiiiii, dostałem uścisk dłoni 😀

  9. KedzioR_vo · 26 kwietnia 2012 o 18:20

    Dzięki jeszcze raz za komentarze 🙂 Wysłałem już ulepszony uścisk dłoni na nieco zmienionych zasadach 😉
    A co do mojego pisania, to nawet opowiadania i krótkie rzeczy tworzyłem, ale nic z tego sensownego nie wyszło. Może, jak się będę bardzo nudził w pracy, to jakoś ten czas wykorzystam 😉
    Ale Sapkowskiemu to nie dorównam 😉

    PozdRawiam

  10. kkoroko · 25 kwietnia 2012 o 21:28

    genious daje 7+ art po prostu genialny teksty bardzo smieszne. Co do pojedynku mysle ze gosciu z ithilien sie zesral na widok warga i ork z wargiem go zabili nastepnie rozpalili i ognisko i jak starzy dobrzy przyjaciele urzadzili sobie piknik z nieboszczyka.

  11. Dziekan · 25 kwietnia 2012 o 20:39

    Super!!!
    jak dla mnie genialne!!!
    pozdro

  12. MYkey · 23 kwietnia 2012 o 16:15

    Dawno tu nie byłem i miałem wejść tylko na sekunde, ale jak zacząłem czytać ten artukuł to już wiedziałem że muszę go przeczytać w całośći 🙂
    ~KedzioR_vo – Dioramka na prawdę spoko ale to swoją drogą.
    Fajnie piszesz i musze przyznać że dobrze się czyta Twoje wypracowania… już jakiś czas temu to zauważyłem. Powinieneś spróbować napisać coś z wyższej półki… może jakieś opowiadania, może książke? Myślę, że jesteś w stanie nawet stworzyć coś na skalę wiedźmina. Być może już takie rzeczy pisałeś/piszesz. Ja Cie tam nie znam, ale mimo wszystko powinieneś nad tym pomyśleć, bo talent masz.

  13. Hermanos93 · 22 kwietnia 2012 o 16:49

    Jak to czemu??? Nie widzicie, ze nie ma cięciwy? 😀

  14. KedzioR_vo · 22 kwietnia 2012 o 16:38

    Heh, fajnie, że się ten art pojawił 😉 Już zdążyłem się obronić, znaleźć prace, zdać egzamin w robocie i prawie skończyć okres próbny 😛
    Dzięki za wszystkie komentarze – a zaskakująco dużo ich! – co do sensu wykonywania dioramki to i tak takowy był. Po pierwsze fajnie wygląda na półce, po drugie warto było, bo konkurs był dodatkową motywacją. Gdyby nie przedłużony termin, to nie wiem, czy bym to ukończył 😉
    Podium szkoda, ale okej, pogodziłem się z już z tym po wielu przepłakanych nocach i zrobieniu z GSu laleczek jurorów i nadziewaniu ich szpilkami, wiertełkami i skalpelami 😀

    Jak zwykle próbowałem być zabawny i widzę, że miejscami wyszło. Dobrze, bo ten art też był przyjemnym i swobodnym odpoczynkiem po pisaniu suchego opisu technicznego do pracy dyplomowej. Komisja polibudy ma mniejsze poczucie humoru, niż LotRowcy 😛

    Co do dużego „R”, to przecież ja takowego nie nadużywam, poza moim klasycznym podpisem i ksywkami innych 😉

    Jeszcze raz dzięki za komenty, PeeMka z uściskiem dłoni jeszcze nie została wysłana. Acz pytanie JeRu mnie rozwaliło – sam się zacząłem zastanawiać, czemu ten ranger po prostu nie zastrzelił warga 😀

    PozdRawiam

  15. artiss · 22 kwietnia 2012 o 16:08

    Stać cię na więcej:P A tak na minus dla mnie to jednie przeciętny dynamizm w ostatecznym efekcie. Jak na dioramke samą w sobie super, natomiast w kwestii pojedynku nieco brak mi tu „kontaktu” poza wzrokowym:P Pewnie się tylko mnie tak wydaję więc nie ma to większego znaczenia ale mimo wszystko wolałem to dodać od siebie. Tekst na 5+;) Następnym razem albo rób na czas albo w ogóle bo trochę szkoda tego podium…

  16. Gothmog1991 · 22 kwietnia 2012 o 11:37

    Zacna praca :). Teksty wymiatają i efekt końcowy ;D.
    „Następnie stwierdziłem, że Gondorczyk czuje się osamotniony. By go nieco pocieszyć postanowiłem obciąć mu nogę – będzie miał się na czym skoncentrować.”
    „Człowiek tymczasem narzekał na wykrwawianie, więc przykleiłem mu nogę z powrotem.”
    xD.

  17. Hajmon · 22 kwietnia 2012 o 10:59

    Praca świetna zasługująca co najmniej na podium. Szkoda, że poleciały te karniaki.
    Co do pojedynku, to myślę, że ranger zabił orka, ale potem został zeżarty przez głodnego, wciąż czującego smak wywąchanego jedzenia w ustach, warga.
    Pozdro

  18. mini · 22 kwietnia 2012 o 10:50

    Dzieło sztuki. Genialne. Oddaje głos na młodego rangera.

  19. DariuS · 22 kwietnia 2012 o 10:38

    Zdobyłeś 1pkt więcej niż ja 😛
    Spodziewałem się czegoś bardziej większego (okazałego?). Ale i tak rozwaliłeś konkurencje bardzo realistycznym malowaniem (jak dla mnie zbyt ciemnym ale co kto woli).
    Efekt końcowy super, na przyszłość wysyłaj prace w terminie 😀

  20. TurinTurambar · 22 kwietnia 2012 o 09:48

    Zdecydowanie najlepsza. Dla mnie bomba w każdym calu. 🙂

    Pozdrawiam Turin Turambar

  21. Eldenar · 22 kwietnia 2012 o 09:34

    Ekstra praca, pomysł znakomity wykonanie bomba. Co do wygrania starcia to myślę, że ork wygrał. Ma taką wspaniałą urodę, że każdy by stał sparaliżowany tym widokiem.

  22. Jeru · 22 kwietnia 2012 o 08:45

    Wreszcie będzie można gdzieś odsyłać ludzi na pierdyliardowe pytanie, jak zrobić trackera na wargu. 😉
    Ale tak na poważnie, czemu nie mógł go po prostu ustrzelić ?

  23. SkymaN · 22 kwietnia 2012 o 00:51

    I taka praca nie wygrała!? 😮

    Świetna robota, KędzioR! Na prawdę.. cud, miód, maliny!

  24. Viruk · 22 kwietnia 2012 o 00:34

    Kawał porządnego arta jakiego dawno na Mitrilu nie było. Bardzo ciekawy opis, świetnie uzupełniony zdjęciami i malowanie na wysokim poziomie. Nic dodać nic ująć, a właściwie dodać można by było kolejny art 😉

  25. Kamikaze · 22 kwietnia 2012 o 00:22

    Piękna diorama! Ciekawe konwersje nadają jej właściwego Twoim pracom smaczku, a dzięki realistycznemu malowaniu całość trzyma klimat. Zdecydowanie trzeba pozazdrościć talentu. Bardzo odpowiada mi też Twój styl pisania. W oczy rzuca się przede wszystkim jego naturalność i łatwość z jaką musi przychodzić Ci pisanie. Prowadzisz nas przez cały artykuł w sposób niezwykle ciekawy. Bardzo mnie historia zwiadowców wciągnęła. Dopatruje się tutaj też świadomej stylizacji na zabarwioną humorystycznie gawędę. Pytanie tylko czy mam rację?

    PS: gdzie się podziały wszędobylskie „R” ? Bardzo mi ich brakowało.

    PoZdrawiam 😉

  26. Silverhand · 22 kwietnia 2012 o 00:03

    Nie wygrana tylko i wyłącznie ze względu na punkty karne za nie oddanie w terminie, gdyby nie to byłoby pierwsze miejsce. Niemniej regulamin był właśnie taki, ustalony z góry i było wiadomo czym grozi spóźnianie się.

    Co zaś się tyczy pracy, to nie da się ukryć, najlepiej oddawała temat. I chyba jedyna gdzie proporcja miedzy „aktorami” a „sceną” jest dobra (jeszcze Leoś dawał radę całkiem).

  27. Pawlik · 21 kwietnia 2012 o 23:49

    genialnie się to prezentuje 🙂 praca konkursowa… Ale nie wygrana? Czemu?

  28. Elrond237 · 21 kwietnia 2012 o 23:32

    Gościu! Jesteś bogiem!
    A co do pojedynku to sądze, że przybiegł Boromir i ****** obu, warga wiadomo za co a zwiadowce Ithilien za nie subordynacje i oddalenie się od odziału! Na końcu powiesił obu na najwyższej ruinie w Osgliath dla przykładu.