Kącik rzeźbiarza 14 86 wyświetleń

Moje boje z Amon Hen

Barti · 7 lutego 2016

Jakiś czas temu zamówiłem u Puziego, jednego z naszych forumowiczów, wydrukowaną na drukarce 3D strażnicę Amon Hen. Budowla zainspirowała mnie do przeglądania dostępnych w sieci poradników makieciarskich, zakupu kilku przydatnych przy tworzeniu makiet materiałów i w końcu do stworzenia makietki strażnicy na niewielkim wzniesieniu. Starałem się postępy prac dokumentować na bieżąco i choć nie zawsze było mi z aparatem po drodze, myślę, że co nieco jestem Wam w stanie zaprezentować.

Na dobry początek wypiszę ważniejsze narzędzia i materiały, które przydały mi się przy budowie:

  • płyta HDF; w moim przypadku skończyło się na kawałku pleców od antyramy (których jak widać nie warto wyrzucać jeśli zbije nam się szkło);

  • Styrodur

  • Kora drzewa korkowego

  • Kleje: wikol, cyjanoakrylowy, dwuskładnikowa żywica epoksydowa

  • Podłoże do kwiatów z dodatkiem włókna kokosowego

  • Kruszone szkło

  • Posypki i trawki

  • stare długopisy

  • piłka do figurek

  • nożyk modelarski

  • farbki i pigmenty

  • gumki recepturki

Moje wcześniejsze doświadczenia w tworzeniu makiet można uznać za zerowe, nie miałem w głowie też precyzyjnie określonego planu działania, poza tym, że chciałem aby Amon Hen stało na wzniesieniu i marzył mi się skalny uskok zbudowany z kory drzewa korkowego. Ponieważ kawałek płyty HDF, który miałem pod ręką zbyt duży nie był (kwadrat 30x30cm), a postanowiłem jeszcze nadać podstawie nieregularne kształty, zacząłem od narysowania na płycie markerem zarysu podstawy i przycięcia płyty piłką modelarską i nożykiem. Za podstawę wzniesienia robić miał blok styroduru o grubości 3cm, z opcją dodania kolejnego piętra, która…. szybko upadła ze względu na rozmiar podstawy makiety. Styrodur zajął jakieś trzy czwarte podstawy, od frontu odciąłem jeszcze prostokątny blok materiału, bo przecież marzyło mi się rumowisko skalne, które zrobiłem z przyciętych kawałków korkowca. Wiedziałem, że czeka mnie jeszcze przycinanie boków wzgórza, więc na jego szczycie, długopisem zaznaczyłem obrys strażnicy i przystąpiłem do robienia stoków. Przy styrodurze nie sprawdza się zupełnie wycinarka do styropianu od GW, więc na zwykłym nożyku modelarskim się skończyło. Zastanawiałem się też, jak przymocować bryłę Amon-Hen do podstawki…

Wzgórze z rumowiskiem skalnym z kory drzewa korkowego
Wzgórze z rumowiskiem skalnym z kory drzewa korkowego

Widać zarys budowli, no i coś co pomoże przymocować mi Amon-Hen do podstawki
Widać zarys budowli, no i coś co pomoże przymocować mi Amon-Hen do podstawki

Tu wzgórze z ustawioną testowo strażnicą
Tu wzgórze z ustawioną testowo strażnicą

Tu słów kilka o samej budowli. Strażnica wykonana jest w dwóch częściach – osobno mamy główną bryłę budowli ze schodami i kolumnadą, osobno sklepienie. Jest przy niej trochę pracy, bo trzeba w paru miejscach usuwać nadlewy z drukarki, ale przy zrujnowanej budowli pewne niedociągnięcia przeszkadzać za bardzo nie będą. Co szczególnie istotne, kolumny wewnątrz są puste, w sklepieniu zaś, na wysokości kolumn są otwory o średnicy odpowiadającej średnicy wewnętrznej filarów. Wystarczy więc znaleźć walcowaty przedmiot odpowiedniej średnicy i mamy sprawę sklejenia obydwu części budowli praktycznie rozwiązaną, a na pewno mocno ułatwioną. U mnie sprawę rozwiązały pocięte piłką na kawałki, stare, wypisane długopisy, które pomogły mi przymocować zarówno obie części budowli do siebie, jak i samą makietę do podstawy…

Jeżeli chodzi o sam budynek, to w pierwszej kolejności we wszystkie cztery otwory w stropie, wkleiłem z pomocą kleju cyjanoakrylowego pasujące średnicą kawałki długopisów, tak aby ze stropu, ku dołowi wystawało ich nie więcej niż dwa centymetry i by łatwo dało się je wkleić w kolumny. Części strażnicy postanowiłem skleić ze sobą używają żywicy epoksydowej, która moim zdaniem zapewnia dużo mocniejsze wiązanie, ma jednak tę wadę, że swoje jednak zastyga. Łączniki z długopisu, wklejone z jednej strony w strop, z drugiej w kolumny, plus nieśmiertelne gumki recepturki dociskające klejone elementy do siebie, dawały jednak gwarancję, że nic mi się na etapie schnięcia kleju nie poprzesuwa. Zadowolony, z efektu końcowego, pokryłem model czarnym podkładem, co… widzieliście na jednym z wcześniejszych zdjęć, a co nie okazało się zbyt mądrym pomysłem, w momencie w którym zdecydowałem, że moje Amon-Hen będzie utrzymane w kolorystyce Białego Miasta….

Amon Hen przed złożeniem
Amon Hen przed złożeniem

Najwięcej zabawy z nadlewami jest w części stropowej
Najwięcej zabawy z nadlewami jest w części stropowej

Stare długopisy zyskują drugie życie
Stare długopisy zyskują drugie życie

Teraz mam pewność, że obie części budowli będą się solidnie trzymać po klejeniu
Teraz mam pewność, że obie części budowli będą się solidnie trzymać po klejeniu

Dobra – budynek sklejony, czas osadzić go na wzgórzu. Na pierwszy ogień poszły jednak szpary między skałami z korka a styrodurem, które starałem się zamaskować z użyciem wikolu i rozkruszonego podłoża do kwiatów z włóknem kokosowym. Podłoże takie, można kupić w dziale ogrodniczym większych marketów w postaci sprasowanych kostek. W hodowli kwiatów kostkę taką zalewa się wodą, dzięki czemu ta pęcznieje i zmienia się we włóknistą, miękką masę. W przypadku makiety postawiłem na rozkruszenie kostki, co do łatwych zadań nie należy, ale dzięki czemu dostajemy posypkę o ciekawej i różnorodnej fakturze. Po zakończeniu tej części prac, całe wzgórze pokryłem dość solidną porcją wikolu, przy okazji wklejając we wcześniej przygotowane otwory w podstawie wzgórza, pocięte na kawałki pozostałości długopisu. I znowu – odrobina kropelki na wystające fragmenty plastiku i po chwili Amon Hen jako tako trzyma się podstawy. Wikol wokół cały czas mokry, więc teraz szybko – na podstawę trafiają kolejno: kawałki pokruszonego szkła i drobne kamyki mające robić na skałki, garść szarej posypki, której chce się jak najszybciej pozbyć, garść posypki od kolejek i znowu kokosowe podłoże do kwiatów, które szalenie mi się spodobało. Zostawiam całość do wyschnięcia.

przykładowa kostka brykietu kokosowego
przykładowa kostka brykietu kokosowego

Stwierdziłem, że dwa solidne wsporniki wklejone w środek kolumn muszą wystarczyć
Stwierdziłem, że dwa solidne wsporniki wklejone w środek kolumn muszą wystarczyć

Wikolu nie pożałowałem...
Wikolu nie pożałowałem…

Amon-Hen ustawione, czas na rozrzucane przypadkowo kamienie
Amon-Hen ustawione, czas na rozrzucane przypadkowo kamienie

prace trwają
prace trwają

co widać na zbliżeniach
co widać na zbliżeniach

piach sypie się gęsto, więc zabezpieczenie miejsca pracy gazetą to podstawa
piach sypie się gęsto, więc zabezpieczenie miejsca pracy gazetą to podstawa

zostało jeszcze trochę białych pól
zostało jeszcze trochę białych pól

Do czasu gdy na scenę wkroczyło pokruszone włókno kokosowe
Do czasu gdy na scenę wkroczyło pokruszone włókno kokosowe

Całość podeschła? Tak, ale tylko po to, żeby następnego dnia znów wszystko… pomoczyć. Tym razem w grę wchodzi mocno rozwodniony wikol, który ma sprawić, że przyklejone elementy nie będą nam odpadać czy to na etapie malowania, czy w późniejszym użytkowaniu makiety. Wikol wysechł, to czas na czarny podkład w sprayu i wkrótce można zacząć malować. Wzgórze duże, więc o ile mamy pod ręką tańsze zamienniki, malowanie go za pomocą drogich farbek do modeli nie będzie zbyt dobrym pomysłem. Ja miałem na swoim warsztacie tubę ze stosunkowo tanią (jakieś 8pln za 120ml) brązową farbą akrylową, którą użyłem jako bazy. Gdy całość wyschła, techniką suchego pędzla, korzystając już z Cytadelek – Desert Yellow i w następnej kolejności, Ushabti Bone, rozjaśniłem grunt. W podobny sposób potraktowałem skały – jako bazy użyłem Adeptus Battlegrey, rozjaśnienia robiąc Codex Grey, Administratum Grey, Longbeard Grey i momentami czystą bielą.

Wzgórze po raz kolejny skąpane w wikolu
Wzgórze po raz kolejny skąpane w wikolu

Czarny podkład - nic to, że coś tam miejscami spod spodu prześwituje
Czarny podkład – nic to, że coś tam miejscami spod spodu prześwituje

Rozwodnionym brązem maluję glebę
Rozwodnionym brązem maluję glebę

Farba ciemnieje zasychając
Farba ciemnieje zasychając

A tu już po zabawie z suchym pędzlem
A tu już po zabawie z suchym pędzlem

let's take a closer look
let’s take a closer look

Zaczynamy malować skały i skałki
Zaczynamy malować skały i skałki

pierwsze rozjaśnienia
pierwsze rozjaśnienia

i kolejne....
i kolejne….

Zrzut oka na całość
Zrzut oka na całość

i jeszcze jedna fotka bez lampy
i jeszcze jedna fotka bez lampy

Dobra. Ta część jakoś wygląda, ale najgorsze przede mną. Czarne Amon-Hen, które mam wyciągać do bieli….W ruch idzie nieco rozwodniona farbka Dheneb Stone i mozolne nakładanie kolejnych cienkich warstw. Po chwili powtarzam cały proces dodając do Dheneb Stone stopniowo coraz więcej bieli. Ściany Amon Hen mają nierówną, nieco prążkowaną fakturę, przez co po przejściu na suchy pędzel na kolejnym etapie, mamy pewność, że ciut ciemniejszy kolor pozostanie w zagłębieniach.

zaczynamy bielić ściany
zaczynamy bielić ściany

widok od frontu
widok od frontu

tutaj widać część rozjaśnianą bielą i część, która na rozjaśnienie jeszcze czeka
tutaj widać część rozjaśnianą bielą i część, która na rozjaśnienie jeszcze czeka

Udało się uzyskać w miarę jednolity kolor
Udało się uzyskać w miarę jednolity kolor

co widać i na zbliżeniu
co widać i na zbliżeniu

tutaj efekt po kilku kolejnych rozjaśnieniach
tutaj efekt po kilku kolejnych rozjaśnieniach

widok z boku
widok z boku

ciemniejsze odcienie widoczne w zagłębieniach
ciemniejsze odcienie widoczne w zagłębieniach

bielenie skończone
bielenie skończone

i jeszcze klimatyczne zdjęcie od frontu
i jeszcze klimatyczne zdjęcie od frontu

Jest biało – jest, ale czy o to do końca chodziło? Przecież to stara, opuszczona strażnica i wypadało by choć trochę ją podniszczyć i pobrudzić. Łapię za suche pigmenty i spirytus salicylowy i zaczynam brudzić to co przed chwilą malowałem na biało. Staram się, nakładać mocno rozwodnione (sic!) spirytusem pigmenty, w miejscach gdzie brud nie nagromadziłby się na grubo, i trochę gęściejszą mieszankę w załomach muru, narożnikach itd. Pigmenty nakładam też na skalne urwisko. Jest brązowawo, a przydałaby się jeszcze odrobina brudnej zieleni… Zielonego pigmentu nie mam, ale od czego są washe? Thraka Green wash jest na mój gust zbyt intensywny, ale zmieszany z odrobiną Agrax Earthshade daje dosyć fajny i moim zdaniem dużo bardziej naturalny kolor zbutwiałej zieleni. Rozwadniam lekko całość i nakładam miejscowo i na strażnicę i na skały. W miejscach gdzie za mocno przesadziłem, pomaga odrobina białej farby na pędzlu.

zestaw brudasa
zestaw brudasa

zastosowałem pigmenty Siena Natural i Pale Eartch
zastosowałem pigmenty Siena Natural i Pale Eartch

zaczynamy od schodów
zaczynamy od schodów

i systematycznie brudzimy całą budowlę
i systematycznie brudzimy całą budowlę

zabawa trwa
zabawa trwa

dostaje się też pobliskim skałom
dostaje się też pobliskim skałom

zielony wash wkracza do akcji
zielony wash wkracza do akcji

i też trafia w losowe miejsca
i też trafia w losowe miejsca

przeciągam nim nawet lekko ściany
przeciągam nim nawet lekko ściany

gdzie może uchodzić za grzyba
gdzie może uchodzić za grzyba

skałom jak widać też nie odpuszczam
skałom jak widać też nie odpuszczam

Uff. Najgorsze za mną, czas, żeby wzgórze, jak i sama budowla nieco się zazieleniła. Na Allegro udaje mi się kupić kilka drzewek i trzy sztuki mam zamiar od razu wykorzystać. Wybieram lokalizacją i pilniczkiem robię dziury w podłożu. Drzewek nie wklejam na stałe, warstwa gleby pokrywająca wzgórze i styrodur pod nią, są tak zbite, że mogę wyjmować i wkładać drzewka bez uszczerbku dla makiety. Czas na trawę. Zaczynam tradycyjnie, jak w przypadku podstawek moich wojaków – placek wikolu i kępka trawy, ale pomijając strażnicę, którą kępkami trawy też dekoruję, nie wygląda to dobrze, dlatego zmieniam metodę. Zaczynam nabierać trochę wikolu na wykałaczkę i niczym metodą suchego pędzla, przejeżdżam po wybranym fragmencie terenu – wikol, im mniej go zostaje na wykałaczce, tym bardziej zatrzymuje się na wypukłościach, co jednak ważne, uzyskany dzięki tej metodzie rozkład kępek trawy jest bardzo nieregularny, przez co całość prezentuje się dość naturalnie. Przy krótkiej trawie sprawdza się to znakomicie, dłuższe trawki punktowo doklejam już tradycyjnie, podobnie jak gotowe kępki kwiatów z Army Paintera. Te ostatnie, w opakowaniu dostajemy w wersji białej i żółtej, a stosowane naprzemiennie bardzo urozmaicają nam teren. Wielka szkoda, że nie mają w ofercie jeszcze innych wariantów kolorystycznych.

Trzy chojaki na moją makietkę
Trzy chojaki na moją makietkę

Rozpoczynamy proces sadzenia
Rozpoczynamy proces sadzenia

podlewamy i już po chwili zagajnik rośnie
podlewamy i już po chwili zagajnik rośnie

Makieta od razu nieco się ożywiła
Makieta od razu nieco się ożywiła

różne trawki i gąbka na krzaczki, której koniec końców prawie nie użyłem
różne trawki i gąbka na krzaczki, której koniec końców prawie nie użyłem

sproszkowana gąbka od GaleForce Nine jest w rzeczywistości bladożółta. Obok, jedne z najlepszych tuftów na rynku produkcji ArmyPaintera
sproszkowana gąbka od GaleForce Nine jest w rzeczywistości bladożółta. Obok, jedne z najlepszych tuftów na rynku produkcji ArmyPaintera

wikol nakładany metodą suchej wykałaczki ;)
wikol nakładany metodą suchej wykałaczki 😉

i krótka trawka dają niesamowicie realistyczny efekt
i krótka trawka dają niesamowicie realistyczny efekt

wzgórze już obsiane
wzgórze już obsiane

drzewka chwilowo wycięto
drzewka chwilowo wycięto

kwiatki z Army Paintera nadają całości dodatkowy smaczek
kwiatki z Army Paintera nadają całości dodatkowy smaczek

trawka rosnąca na szczycie strażnicy też wygląda całkiem przyzwoicie
trawka rosnąca na szczycie strażnicy też wygląda całkiem przyzwoicie

i efekt końcowy już z drzewami
i efekt końcowy już z drzewami

całość wyszła całkiem udanie
całość wyszła całkiem udanie

więc mimo niedociągnięć, jestem zadowlony
więc mimo niedociągnięć, jestem zadowlony

Tyle na razie. Mam nadzieję, że artykuł mimo pewnych niedociągnięć się podobał. Na koniec dodam jeszcze, że budując makietę nie brałem pod uwagę tzw. grywalności terenu. Schody samej strażnicy grywalne na pewno nie są, bo na tej stromiźnie nawet Hobbit nie ustoi, ale w myśl zasady, że Polak mądry po szkodzie, z doświadczeniem które już mam, przystępując do prac od zera z postawiłbym na pewno na ciut większą podstawę i ciut łagodniejsze stoki, bo tylko ten od strony lasu, jest mniej więcej w porządku.

Dzięki za przeczytanie do końca. Zapraszam do komentowania i konstruktywnej krytyki.

Pozdrawiam

Barti

Dołącz do dyskusji

  1. Dragon_Warrior · 10 lutego 2016 o 01:01

    No górki są bezsprzecznie w czołówce najbardziej problemowego terenu jeśli chodzi o użytkowość… choć w walce o prowadzenie lasy mają chyba pewną przewagę jednak 😉
    Jakkolwiek naprawdę trzeba Ci oddać kawał świetnej roboty.

  2. Barti · 9 lutego 2016 o 22:13

    Dragon_Warrior – racja, gdybym robił raz jeszcze pewnie bym coś pozmieniał. Swoją drogą, sprawdzam właśnie górkę z firmy zawodowo robiącej tereny do gier i też jest „lekki” dramat, jeśli idzie o ustawienie figurki na stoku…

  3. LotRownik · 8 lutego 2016 o 22:44

    Po dłuższym przyglądaniu się tej budowli zastanawia mnie dlaczego wybudowano schody prosto na klif 😉

  4. staszkoPL · 8 lutego 2016 o 20:02

    Grałbym 😉

  5. Godfryd · 8 lutego 2016 o 09:49

    Bartiemu chyba nie o użyteczność chodzi, a sama ruina plus górka robią bardzo dobre wrażenie, chętnie bym pograł na takiej makiecie 🙂 Super sprawa Barti, gratki!

  6. Dragon_Warrior · 7 lutego 2016 o 23:16

    Sama ruina świetna – górka niby też ale użytkowo już mnie mniej przekonuje niż sam budynek.

  7. puzi · 7 lutego 2016 o 20:42

    Super art 🙂
    Ja swoją połączyłem za pomocą kleju na gorąco, ale patent z długopisem też mi się podoba, a tak jak Ci napisałem, sadzenie wykałaczką muszę przetestować.

  8. DariuS · 7 lutego 2016 o 20:16

    Piękna makieta 🙂

  9. LotRownik · 7 lutego 2016 o 20:12

    Bardzo ciekawy art,a makieta super!! Chyba sam muszę się pokusić o jakiegoś makietowego arta.

  10. Jakubikk · 7 lutego 2016 o 19:51

    Super

  11. Lukan · 7 lutego 2016 o 19:28

    Grałbym ;OOO

  12. Orlacien · 7 lutego 2016 o 19:19

    Imponująca! Na takiej makiecie bitwa musi być niesamowitym przeżyciem 🙂
    Zarówno teren wokół, jak i zabrudzone ściany wyglądają świetnie. Zazdroszczę arcydzieła oraz gratuluję zapału i umiejętności. 😉

  13. Ajas · 7 lutego 2016 o 17:50

    Jej jaka zazdrość! Zacny artt Barti! 😀

    Pozdrawiam, Ajas 😀

Może Ci się spodobać

Makiety 4

Recenzja podstawek Orzol Studio

Godfryd · 21 maja 2018
Makiety 2

CPM 2018 – Podsumowanie marca

Barti · 21 maja 2018