Kącik rzeźbiarza 9

War Mumak of Harad – part 2

KędzioR_vo · 20 września 2014

Wielkie bestie podążały w kierunku Rohirrimów. Ostrzał łuczników rohańskich nie przynosił rezultatów - śmiesznie małe pociski nie były w stanie przebić grubej skóry potworów, a nawet, gdy groty zagłębiały się w niej, mumaki kroczyły dalej. Oblicze Theodena stężało, ostrymi kreskami zarysował się na nim wyraz determinacji. Król wydał rozkaz i ruszył ze swoją kawalerią na spotkanie przeznaczenia.

Mahud spoglądał ze szczytu podwójnego mostka howdah na pole bitwy. Maleńkie figurki koni zbliżały się do jego mumaka, a południowiec tylko na to czekał. Już po chwili wymalowana twarz rozciągnęła się w buńczucznym uśmiechu, gdy kierowany linami olifant rozdeptał pierwszego Rohirrima.

 

Również haradrimscy łucznicy, będący na howdah, nie próżnowali. Mimo, że bardzo trudno strzelało się z niestabilnych wieżyczek, co chwilę któryś lekko pokrzykiwał, ciesząc się, gdy strzała trafiała w przeciwnika.

 

Tymczasem leżący na ziemi Rohańczyk właśnie otwierał oczy. We wcześniejszej fazie bitwy został zraniony w nogę przez orka, a wskutek upadku z wierzchowca stracił przytomność. Teraz spojrzał ku górze i paniczny strach rozciągnął jego twarz – oto zbliżał się ku niemu wielki mumak! Człowiek, mimo bezwładnej lewej nogi, zaczął pospiesznie odczołgiwać się od kierunku szarży bestii. Ogromne stopy potwora uderzały w ziemię, zbliżając się nieubłaganie, a wojownik walczył o przeżycie…

I wszystko to możecie zobaczyć w moim artykule… No, może prawie wszystko.

Zapraszam do zapoznania się z odsłoną drugą mojej mumaczej trylogii. W tym odcinku przedstawię, jak malowałem załogę bestii oraz podstawkę. Nie będzie to podręcznik tyczący się nanoszenia farby na miniaturki, a raczej swego rodzaju raport bitewny – opisujący walkę pędzlem przeciw przeważającemu liczebnie wrogowi. Niestety praca nad kriegsmumakiem pochodzi z czasów, gdy nie miałem swobodnego dostępu do aparatu cyfrowego i stąd brak jest zdjęć z różnych etapów malowania – co starałem się nadrobić opisem i fotkami końcowymi.

W każdym razie zacznę od końca. To znaczy od miejsca, w którym skończył się ostatni artykuł – otóż wszystkie modele są oszlifowane, szpary zaszpachlowane, alles gut. W tym momencie trzeba zadbać o higienę naszych podopiecznych i zaaplikować im kąpiel. Tak, tak, nie żartuję, ordung must sein, mojego mumaka, howdah, podstawkę oraz całą załogę zaprosiłem do wspólnego mycia się (wiem, zdrożnie brzmi ;])! Poważnie pisząc – figurki umyłem dokładnie w wodzie z detergentem (w stylu płynu do mycia naczyń – Ludwika – zapamiętajcie tą nazwę, jeszcze się pojawi). W tym procesie chodzi oczywiście o oczyszczenie powierzchni miniaturek, na których zawsze pozostają drobiny brudu, a także, po procesie tłoczenia w fabryce, cieniutka powłoczka rozdzielacza – tłuszczu. Stąd mycie najczęściej określa się odtłuszczaniem.

Po wyszorowaniu (to przenośnia, nie macie torturować mumaka szczotkami drucianymi, wystarczą palce bądź miękka szczoteczka) trzeba modele zostawić do całkowitego wyschnięcia, by nie było na nich już śladu wody. Teraz przechodzimy do gruntowania. Tak określa się nałożenie pierwszej, bazowej warstwy farby na figurkę. Gdy efekt naszych prac ma mieć jasne kolory, jako podkład stosuje się szary lub biały, natomiast, gdy figurka ma być ciemna, stosujemy barwę czarną (najczęściej używana).

Ja sam praktycznie zawsze używam właśnie czarnego podkładu. Takim też pomalowałem załogę mumaka, podstawkę oraz howdah. Dokładnie – użyłem sprayu samochodowego "Crafts Spray", matowego, olejnego, który trzeba dość długo wstrząsać, by się dobrze wymieszał, ale za to jest efektywny i tani (ok. 10 złotych za 400ml). Wcześniej używałem też farby olejnej Humbrola 33, również czarnej (dla porównania – ok.6 złotych za 14ml). Obie, zarówno spray, jak i modelarska, dają równą, głęboko matową powierzchnię i bardzo mocno "chwytają się" miniaturek, dzięki czemu następne warstwy farby są trwalsze i nie ścierają się z figurek. Oczywiście mają też wady – śmierdzą (sprayem maluję na balkonie, ze względu na rodziców, bo mi, jako komuś, kto prowadzi do boju codziennie armie orków, to nie przeszkadza ;] ), a także długo schną – najlepiej je zostawić na 24 godziny, a dopiero po tym czasie nakładać akryle.

Tak więc modele odtłuszczone, podkład nałożony… Zabieramy się do właściwego procesu malowania!

Załoga

Jak może pamiętacie z pierwszego artykułu, zdecydowałem się pomalować moich "mumacznych haradrimów" jako Strażników Karny – w piaskowym, ładnym schemacie barwnym, widocznym na stronce GW w artykule "Tribes of Harad". Zacząłem jednakże nie od strojów, ale od elementu, który wielu figurkowców nie znosi…

Twarze. Dla części malarzy figurek to najgorsze z najgorszych, najtrudniejszy element, znienawidzona część pracy. A ja to lubię 🙂

Najpierw uzyskałem satysfakcjonujący mnie kolor skóry – Elf flesh to nie to. Dlatego też do wspomnianej farbki dodałem…

Mała przerwa                    STOP                    Sprawa techniczna:

Nie mieszam kolorów na "paletach", rzadko zdarza mi się korzystać z płyt CD jako nośników barwnych. Stosuję do mieszania farb opakowań po tabletkach różnej wielkości, od rzeczy w stylu Chlorochinaldin, po Cholinex (niezła kryptoreklama, nie?). Takie dwa wielce pomocne ustrojstwa widać na załączonym zdjęciu.

Farbę nakładam w dane zagłębienie wykałaczką i wykałaczką też mieszam. Używanie opakowań po tabletkach sprawia, że barwnik nie wysycha tak szybko, jak na płaskiej powierzchni, do tego można zakleić mieszankę taśmą samoprzylepną i nie straci nam wartości przez dłuższy czas (zdarza się, że nawet kilka tygodni, o ile farby jest dużo i jest odpowiednio przygotowana). To bardzo pomaga w tworzeniu odpowiedniej gradacji barwnej, co ważne jest przy cieniowaniu warstwowym.

Na zdjęciu też widać pędzle, których używam – polskie produkty firmy MagPol, bardzo dobre, kosztujące ok. 5 złotych za sztukę, od dołu są to: numer 00 (detale), 0 (ogólny do małych rzeczy), pędzel GW z pierwszej gazetki LotRowej DeAgostini i cztery używane do stosowania metody drybrushing'u. To tylko część z moich przyborów malarskich, oczywiście…

Dodam jeszcze, że przy malowaniu mumaka używałem głównie farb firm Vallejo i GW. Natomiast na ukończone miniaturki nakładam bezbarwny, matowy lakier Model Master (do znalezienia w sklepach modelarskich). O tym zresztą jeszcze wspomnę. Podczas malowania przy sobie powinno się też mieć mały pojemniczek z wodą, by czyścić pędzle, ale to już chyba wiecie

To tyle przerwy technicznej, wracamy na boisko!

Aby uzyskać odpowiedni kolor na pyszczki Karniaków, do opakowania po tabletkach zakropliłem kilka części farby Elf skintone, a także trochę białej i brązowej. Trzeba mieć na tyle wyczucia, by wymieszać odpowiednią ilość koloru – by starczyło na wszystkie figurki i jeszcze zostało. Następnie dodałem odrobinkę przegotowanej wody i troszkę Ludwika (mówiłem, że jeszcze tu będzie – zmniejsza napięcie powierzchniowe wody – poprawia charakterystyki krycia i odpowiedniego rozpływania się farby po powierzchni). Takim oto barwnikiem pomalowałem twarzyczki oraz dłonie wojowników. Przyznam się, że uprawiam malowanie grupowe i twarze malowałem nie tylko dwunastu Karniakom, ale także 31 Haradrimom, w tym Chieftainowi i Hasharinowi… Także trochę mazania było 😉

Wracając do sprawy skóry – po wymalowaniu pojemniczek z pozostałą farbą zakleiłem taśmą, a po kilku godzinach wróciłem do niego, dodałem trochę białej, by mieszankę rozjaśnić, po czym wymalowałem wszystkie elementy wypukłe – nosy, policzki, brwi, a także palce. Tutaj trzeba wspomnieć, że rozjaśnianie można prowadzić dalej, i ja kolejne, jaśniejsze warstwy kładłem kilka razy, na końcu uwypuklając już tylko nos.

Po takim zabiegu buźki wyglądają już nieźle, ale brakuje im głębszego cienia – dlatego bierzemy kropelkę Bestial Brown'a, mieszamy z odrobiną Flesh'a, po czym do tego dodajemy kilka kropel wody i troszkę Ludwika – i powstaje nam barwnik do płukanki, zwanej też washem. Taką bardzo rozcieńczoną farbę nakładamy w zagłębienia – oczodoły, pod nos, boki twarzy, po czym zostawiamy do wyschnięcia, a później widzimy, jak nasi wojownicy zaczynają przypominać ludzi.

Teraz sprawa trudna – oczy. Tutaj nie ma idealnych porad, praktyk, sposobów na sukces. Liczy się tylko jedno – wprawa. Jeśli nie wymalujecie 48 par oczu, nie będziecie w tym dobrzy (liczba przykładowa, nie musicie kupować dwóch boxów Haradu i ćwiczyć ;]).

Ja malowanie ocząt moim Karniakom zacząłem od bardzo delikatnego zaznaczenia białek. Ważne jest, by przy malowaniu takich detali mieć bardzo stabilny układ rąk – ja sam trzymam obie ręce na biurku, figurkę opieram na blacie, a ruchy pędzla wykonuję praktycznie samymi palcami prawej dłoni, co zapewnia maksymalną precyzję i zero drgań. Istotne jest również to, by barwnik znajdował się jedynie na końcówce włosia pędzla – i tak więcej go nie potrzeba, a przynajmniej nigdzie nie kapnie. Jeśli jest za dużo farbki, zawsze można ją delikatnie wytrzeć o kartkę.

Po wymalowaniu białek kolejna „katorga" – źrenice (to, co tygrysy lubią najbardziej – 12 Karniaków to 24 źrenice, do tego 31 haradrimów razy dwa… tak, tak, dodajcie to ładnie i będziecie wiedzieć, jak fajnie mi się to wszystko malowało, za jednym podejściem zresztą). No więc źrenice – tutaj wszystko to, o czym wspomniałem przy malowaniu białek, staje się jeszcze ważniejsze – trzeba zrobić idealną kropeczkę w dokładnie wybranym miejscu. Proste. Wystarczy poćwiczyć 2 lata 😉

Napiszę za to, żeby dodać nieco pozytywnego przekazu – każde błędy można poprawić, a by osiągnąć dobre efekty, potrzeba cierpliwości i determinacji. To właśnie jeden z wielkich plusów modelarstwa – póki jest chęć, zawsze można coś ulepszać

Wymalowałem skórę, oczy… Teraz wnętrza ust na czarno, ząbki na biało i coś jeszcze dotyczącego oczu – dodatkowy cień i ustalenie ich kształtu poprzez zrobienie BARDZO DELIKATNYCH linii nad okiem. Tylko dla wprawionych.

Już prawie koniec facjat, więc wystarczy zaznaczyć usteczka naszym kochasiom (a co, nie tylko Angelina Jolie może mieć fajne wargi ;P), do koloru skóry dodając odrobinę czerwieni, a później, jeśli ktoś lubi, można wojownikom pomalować zarost – delikatnie, rozcieńczoną czarną lub ciemnobrązową farbą…

I to tyle apropos pyszczków.

Po mordkach wziąłem się za jasne ubranka. W opakowaniu po większych tabletkach wymieszałem duuuuużo farb (lubię to po prostu), między innymi Bestial Brown, biały, żółty, trochę Elfiego skórnego… Oczywiście rozcieńczyłem mieszankę wodą i odrobiną Ludwika (jak praktycznie zawsze). Wymalowałem spodnie, spódnice, rękawki… Później rozjaśniłem kolor, dodając białego, znów pomalowałem wystające elementy – jak widzicie, schemat podobny do tego, co przy twarzach. Później zrobiłem delikatnego washa z Bestiala, pomalowałem całe powierzchnie jasnego stroju, po czym ściągnąłem barwnik wilgotnym pędzlem z najbardziej wystających miejsc.

Podobnie robiłem z każdym elementem ubioru moich wojowników.

Płaszcze wymalowałem najpierw mieszanką Scorched Brown i Bestiala, po czym rozjaśniłem farbę większą ilością tej drugiej i metodą suchego pędzla nakładałem na powierzchnię tunik.

Jeśli ktoś nie wie jeszcze, to krótko wytłumaczę – suchy pędzel (ang. drybrush), to technika, która polega na tym, że na pędzel o odpowiednio przyciętym, dość krótkim włosiu, nakładamy odrobinę farby, po czym nadmiar barwnika wycieramy w kartkę, a później przecieramy daną powierzchnię i kolor pozostaje tylko na najbardziej wystających elementach. Wbrew opiniom wielu „lepszych" malarzy, przy odpowiednim użyciu suchego pędzla można uzyskać świetne wyniki bez przepracowania… Co jest przydatne zwłaszcza przy malowaniu wielu figurek na raz.

Na tuniki stosowałem czarnego washa – czyli typowo – do Chaos Black dodałem dużo wody i trochę Ludwika, po czym wymalowałem tą mieszanką odpowiednie powierzchnie. (Tu mała dygresja – wszelkie inki GW to praktycznie to samo, co możecie uzyskać w sposób, który opisuję – wystarczy daną farbę mocno rozcieńczyć, dodać detergentu i tyle, nie ma sensu kupować czegoś, co samemu można bardzo prosto uzyskać).

Jeśli chodzi o zbroje Karniaków, to najpierw nałożyłem na nie kolor Mithril silver, po czym przeleciałem powierzchnie rozcieńczonym Gunmetalem Pactry, następnie rozcieńczony brąz i na koniec delikatny, czarny wash.

Nie ma się już co rozwodzić nad każdym elementem, wszędzie technika jest podobna – wspomnę tylko, że łuki i kołczany malowałem mieszanką Bestial Brown oraz Rust Pactry, lotki strzał to Bloody Red, a resztę kolorów sami dobierzcie 😉 Na wszystkie wymienione elementy dałem też czarny cień.

Teraz przejdźmy do sprawy dowódcy Mumaka, południowca z wymalowaną twarzą, czyli Mahuda.

Malowanie jego figurki zacząłem od skóry, gdzie użyłem podobnej mieszanki, co do Karniaków, z tą jednakże różnicą, iż dałem też trochę Plague Brown, by uzyskać bardziej ciemny kolor. Technika rozjaśniania jest już Wam znana, więc tylko szybko wymienię kolory. Na głowę boss'a nałożyłem malunek, wzorując się zdjęciami z filmu. Zacząłem od ciemnoczerwonego na górze, trochę rozjaśniłem, a później nałożyłem białe wzorki. Oczodoły i widoczne, czarne zdobienia to był kolejny fragment. W międzyczasie namalowałem też białe wzory na nogach i rękach. Później wymalowałem białka i źrenice, nałożyłem kolor srebrny na wypukłe zdobienia głowy i policzków, a na srebrny dałem troszkę Shining Gold. Usta zaznaczyłem mieszanką Elf flesh i Bloody Red.

Jeśli chodzi o strój, to zacząłem od górnej części spódniczki, malowanej mieszanką Gory i Bloody Red, stopniowo rozjaśnianych. Dolna część to czarny z białym, jak zresztą widzicie, rękawki to Bestial i Schorched Brown. Buty wymalowałem na brązowo, po czym "suchopędzlowałem" jaśniejszy kolor i nałożyłem czarnego washa.

Zbroja została pomalowana na brązowo, następnie, kropka po kropce, uwidaczniałem złote wypustki. Po tym nałożyłem na nią Sidolux – świetnie się sprawdza jako lakier do powierzchni błyszczących 😉

Kościany róg mojego mahuda nie malowałem od razu na biało – najpierw zmieszałem Skull White z odrobiną Plague Brown, by kolor stał się bardziej brązowy, i takim barwnikiem pokryłem całość. Następnie dodawałem do mieszanki coraz więcej bieli, malując elementy bardziej w środku. Wspomnieć należy, że róg jest nawiercany przeze mnie, a wnętrze maznąłem na czarno. Okucia wymalowałem na złoto, obrysowując je delikatnie rozcieńczonym brązem i czernia, a później dodałem malutkie wzorki, które możecie podziwiać na zdjęciach.

Sztandar na plecach wodza pomalowałem mieszanką Bloody i Gory Red, stopniowo rozjaśniając i uwypuklając fakturę. Następnie nałożyłem białe wzory, czarne obramowania i symbole, a także dwie białe literki, jako moje logo (KędzioR – R w moim oryginalnym podpisie jest zawsze odwrócone ;]). Drewno to mieszanka brązów i bieli, na którą nałożyłem washe wasze ciemnobrązowego oraz czarnego…

Nie ma się co rozwodzić, musicie sami próbować, teoria za dużo nie daje.

Teraz obejrzyjcie zdjęcia załogi… Niedociągnięcia, w stylu zdrapania farbki z tylnej części spódniczki Mahuda, zostały już poprawione. Figurki gdzieniegdzie za bardo się błyszczą, bo jeszcze nie pokryłem ich lakierem matowym:

Podstawka

Jeśli jednak przebrnęliście do tego momentu, zostaniecie nagrodzeni – oto bowiem powitają Was zaraz, radośni jak zawsze – Zgniotek i Pełzacz!

Zanim to jednak nastąpi, opiszę malowanie podstawki mojej bestii.

Zacząłem od wymalowania samej ziemi – nałożyłem Schorched brown, po czym rozjaśniałem całość suchym pędzlem różnymi kolorami, od brązów po szary, czy nawet Elf flesh. W zagłębienia po kopytach końskich dałem rozcieńczoną czarną farbę, by bardziej ukazać ich głębokość. Następnie wymalowałem kamienie i przeszedłem do figurek.

Twarze malowałem podobnie, jak u Karniaków, z tym, że u Rohirrimów trzeba było gdzieniegdzie dodać trochę krwi. Ich płaszcze pokryłem mieszanką Goblin Green i niebieskiego, a później rozjaśniałem je stopniowo. Zbroje były malowane tak samo, jak u Haradrimów, kolczugi najpierw wymazałem Gunmetalem Pactry, a później delikatnie przetarłem srebrnym, by zaznaczyć fakturę. Właściwie, chyba nie ma sensu, bym się tak bardzo rozwodził nad tym wszystkim – sami widzicie, jakich kolorów używałem, techniki Wam przedstawiłem, może tylko wspomnę co nieco o leżących koniach, na przykład dając szaraka.

Został on pomalowany mieszanką Stonewall Grey i Bestiala, po czym rozjaśniałem go suchym pędzlem. Później dałem na niego plamki bardzo rozcieńczonej, ciemniejszej szarości. Grzywę i ogon wymalowałem na czarno, a później uwypuklałem jaśniejszymi barwami. Opisywanie każdego stadium malowania, krok po kroku, zajęłoby naprawdę wiele miejsca i wiele życia, więc resztę zostawię Waszej domyślności – macie zdjęcia, możecie sami dojść do rozwiązań reszty zagadek 😉

Wspomnę, że Pełzacz malowany był przed przyklejeniem do podstawki, a flaki, widoczne przy Zgniotku, są efektem wielokrotnego malowania różnymi kolorami, od szarego, poprzez fiolet, aż po czerwień i brąz. Na koniec pokryłem je Sidoluxem, by nadać im bardziej oślizgły wygląd 😉

Teraz patrzcie na efekty. A trawka elektrostatyczna później.

I ulubieniec publiczności 😉

I tym radosnym akcentem się z Wami żegnam, zamykając drugą część epopei o powstawaniu mumaka. Mam nadzieję, że moja praca nie wszystkich uśpiła, a niektórym może i pomogła – choćby w ustaleniu faktu, iż więcej moich artykułów czytać nie będą 😉

PozdRawiam!

KędzioR_vo

Dołącz do dyskusji

  1. FishPriest · 30 września 2014 o 17:56

    Wreszcie znalazłem czas na przeczytanie i przyznam, że czekam na ostatnią część 🙂
    Porady niezwykle przydatne, zwłaszcza z blistrem polekowym, bo sam bym nigdy na coś podobnego nie wpadł 😀
    W miejscu, gdzie rozdeptany oberwał… to miast zostawiać ciemną plamę chyba jednak dałbym trochę czerwieni. Ale to rzecz gustu 🙂

  2. Pułkownik · 26 września 2014 o 14:22

    Oraz fajny pomysł z tą paletą z listka po tabletkach. 😉

  3. Pułkownik · 23 września 2014 o 16:02

    Niezły artykuł. 😉

  4. Flamus · 21 września 2014 o 20:11

    Super artykuł, a jaki piękny harad do tego 🙂

  5. Barti · 21 września 2014 o 19:46

    Arcik czyta się świetnie i pozostaje tylko żałować, że w czasach w których powstawał, nie miałeś pod ręką cyfrówki.

  6. Arni · 20 września 2014 o 21:06

    ohhh, got it 🙂

  7. Eorl I · 20 września 2014 o 19:08

    Arni w ostatnim zdaniu chodzi o to, że niektórym mogą się nie spodobać arty Kedziora (są tacy ?:P) i nie będą ich więcej czytać 😉

    Część następna się pojawi (zresztą już dawno się pojawiła, jak zaczynałem przygodę z bitewniakami, to ten art już był stary :P).

    Świetny art, na pewno skorzystam z porad z przerwy technicznej ;P

    Pozdrawiam!

  8. Arni · 20 września 2014 o 18:51

    Rewelacja, kolorystyka haradrimów podoba mi się niesamowicie! Podstawka majstersztyk. Jedyne czego nie ogarniam to kwestia dotycząca 3 części mumaczej trylogii, a mianowicie czy się jej doczekamy? Bo to ostatnie zdanie wprowadziło myśl ‚W.T.F?’

  9. bonuspl · 20 września 2014 o 13:57

    nieźle, ulubieniec publiczności to mój ulubieniec!
    Aż sobie sprawdziłem cenę tych magpolów i żeczywiście, ok 5 zł za sztukę. U mnie ździercy biorą po 10.

Może Ci się spodobać

Makiety 4

Recenzja podstawek Orzol Studio

Godfryd · 21 maja 2018