Kącik rzeźbiarza 9 52 wyświetleń

War Mumak of Harad – part 3

KędzioR_vo · 4 stycznia 2015

Szarżująca bestia nie zwolniła kroku przed zwartymi armiami, wbijając się niczym taran w tłum walczących. Ranny w nogę Rohirrim położył się na ziemi, a ostre kolce, przyczepione do kłów potwora, minęły człowieka ledwie o kilkanaście centymetrów. Uciekinier czołgał się dalej, a w miejscu, w którym przed chwilą był stanęła stopa mumaka. Tymczasem z drugiej strony inny wojownik z kraju koni nie miał tyle szczęścia i właśnie okropny, ostatni krzyk rozdarł jego krtań, gdy potężna noga olifanta opadła nań.

Mahud zręcznie manewrował linami, by monstrum zabiło jak najwięcej przeciwników… A ogromny, potężny czołg parł naprzód przez pole bitwy, tworząc makabryczny wyłom w szeregach pieszych wojów. Jego szara, twarda skóra, pokryta na głowie oraz nogach wojennymi symbolami Haradu i Mordoru, naszpikowana była strzałami, ale mumak nie odczuwał bólu… Pomarańczowe oczy bestii płonęły w bitewnym amoku i potwór machał kłami na boki, rozrzucając przed sobą krwawe żniwo…

Kurz bitewny i dym opadły, a słoń wciąż stał, niewzruszenie, zwycięsko, dumnie… Na mojej półce 😉

—-

Malowanie

Witam w ostatniej części trylogii o powstawaniu mojej wersji największego modelu, jaki GW wydało do LotRa. Winszuję tym, którzy przetrwali i przeczytali poprzednie – i pocieszam, ta nie jest najnudniejsza, choć ma już prawie 10 lat 😛 Przechodząc do rzeczy – malowanie bestii rozpocząłem od howdah. Najpierw całość dokładnie umyłem, odtłuściłem, wysuszyłem, no i pokryłem podkładem (tym samym, którym gruntowałem figurki – samochodowy „Crafts Spray"). Od razu tu wspomnę, że samego słonika dodatkowo gruntowałem matową farbą modelarską Revell'a nr 77, a właściwie robił to mój przyjaciel i fundator słonia swym aerografem :]

Wracając do howdah – oczywiście nie sklejałem wieżyczki głównej przed malowaniem, pozostała w trzech częściach (górna, środkowa, dolna), by ułatwić pędzlowanie. Najpierw wziąłem się za plecionkę, z której zbudowane są „podłogi" howdah. Wymieszałem Bestial Brown, biały, Elf Flesh (i pewnie kilka innych kolorów, których teraz nie pamiętam), po czym metodą suchego pędzla zacząłem przecierać powierzchnię. Później rozjaśniłem ten kolor i nałożyłem delikatniej drugą warstwę. Gdy wszystko wyschło, dodałem głębi cieni czarnym washem (mało farby, dużo wody, odrobina Ludwika), a wszelkie niedoskonałości poprawiłem suchym pędzlem i kolorem bazowym.

Następnie wymalowałem konstrukcyjne elementy drewniane (znajdujące się również na olifancie), mieszając kilka farb (których oczywiście nie pamiętam). Podobnie, jak wcześniej, kolor rozjaśniłem i przetarłem bardziej wystające elementy. Później, jak się można domyślić – płukanka, czyli wash, tym razem nie czarny, a ciemnobrązowy (mieszanka Bestiala i czarnego).

Właściwie opisywanie wszystkiego zbyt dokładnie uwłaczałoby Waszej domyślności, więc tylko wspomnę, że liny i sznury poowijane wokół drewna malowałem odcieniem brązu i nałożyłem dwa washe – brązowy i czarny.

Ostre zakończenia pali rozjaśniałem stopniowo, jak widać na znajdujących się niżej zdjęciach.

Środkową część dolnego poziomu howdah, wyglądającą na skórzaną, oraz ten sam materiał, pokrywający boki mumaka, pomalowałem mieszanką Scorched Brown i Bestiala, a następnie środki rozjaśniałem suchym pędzlem kolorami od tego drugiego, aż po Plague Brown. Sznureczki i szycia znajdujące się na tej materii maznąłem jasnym brązem, dodatkowo rozjaśniłem, po czym na całość, jakżeby inaczej, rzuciłem czarnego washa.

W tym momencie nadszedł czas na pomalowanie płótna, owijającego howdah. Biorąc pod uwagę duże płaszczyzny, wymieszałem farby w opakowaniu po Cholinexie (mała kryptoreklama). Użyłem Gory Red, Schorched Brown, Bestial Brown i kilku mniej istotnych, wskutek czego uzyskałem dość ciemny, satysfakcjonujący mnie odcień. Pomalowałem całość materiału, po czym do mieszanki stopniowo dodawałem kolorów jaśniejszych i pokrywałem nimi bardziej wystające fragmenty, częściowo metodą suchego pędzla, częściowo normalnymi pociągnięciami. Później na całość płótna rzuciłem cień ciemnobrązowy i jeszcze czarny.

Poniższe zdjęcia przedstawiają howdah w toku prac, przed czarnym washem na płótnie i skórze, oraz, jak widać, przed zaznaczeniem wiązań.

Dorobiłem również drabinki, o których przypomnieli mi koledzy Uszukasz oraz Wraith. Wykonałem je z odpowiednio oszlifowanych skalpelem wykałaczek, opierając się na zdjęciach z rozszerzonej edycji RotK'a. Pomalowałem rozcieńczonym Bestialem, porozjaśniałem i dałem – co? – czarny cień, brawa dla tych, którzy zgadli 😉

Jeśli chodzi jeszcze o howdah, trzeba wspomnieć o proporczykach – flagach przyczepionych na przednią część „widelca" wieżyczki. Otóż je pomalowałem na czarno, po czym zrobiłem czerwone pole na środku oraz cztery czerwone „paski" na górze. Następnie w środkowe, czerwone pole wmalowałem symbol oka oraz węża, dodając pewne delikatne wzorki. Widać je dobrze na zdjęciach zamieszczonych na końcu artykułu.

I to raczej tyle w sprawie wieżyczki… Przejdźmy do najistotniejszego…

MuMaK

Oto i bestia. Zagruntowana na szaro, jeszcze przed malowaniem części materiałowych (te pokryłem przy okazji malowania howdah)…

Wziąłem się za barwienie skóry. W opakowaniu po wspomnianych już tabletkach na ból gardła wymieszałem Stonewall Grey (to nazwa Vallejo, u GW zwie się Fortress Grey'em), brąz, czarny, trochę zieleni i Elf Flesh, uzyskując dość ciemny, brudny kolor. Takim wymalowałem całość olifanta.

Następnie narzuciłem czarny wash. Czemu teraz? Otóż chodziło mi o to, by podkreślić już głębokie cienie, a uniknąć niechcianych przyciemnień niektórych partii ciała, które by mogły wyniknąć po nałożeniu płukanki po całościowym malowaniu. Po tym zabiegu słonik wyglądał tak (na fotce widoczny dodatkowo gobasotraker, rozwojowa wersja Mahuda ;P).

Przyszła kolej na właściwe malowanie skóry – rozjaśniłem wcześniej uzyskany, bazowy kolor i krótkimi, szerokimi pędzlami pocierałem fałdki mumaczne. Włosie starałem się ciągnąć zgodnie z kierunkiem rozchodzenia się fałd, by barwnik osadzał się tylko na wystających częściach. W ten sposób stopniowo skóra słonia zyskiwała odpowiednią barwę i wygląd. Im jaśniejszym kolorem malowałem, tym mniej brałem go na pędzel i tym delikatniej go nakładałem, jedynie na coraz bardziej wystające fragmenty mięśni itp. Na przykład czaszkę słonia rozjaśniałem głównie w miejscu łuków brwiowych, zgrubień na górze.

Aby olifant nie wyglądał zbyt monotonnie, partie brzucha malowałem kolorem, w którym więcej było Elf flesh, by wyglądały na delikatniejsze, podobnie, jak dolne części uszu i powieki, o przyrodzeniu nie wspominając 😉

 

Wystające wypustki – zgrubienia, wyróżniłem ciemnoszarym kolorem, kilka podobnych kropek nałożyłem też na głowę bestii.

Ogon przeciągnąłem szarym, zostawiając jednak dużo czerni w zagłębieniach.

Paznokcie, wymalowane na kolor szaro-brązowy, potraktowałem kilkukrotnym washem i rozjaśniłem dolne części.

Paszczę mumaka wymalowałem najpierw na czarno, po czym na język nałożyłem mieszankę Blood i Gory red, rozjaśniając i cieniując, a na zęby biały z dodatkiem brązu, co widać na zdjęciu.

Przed malowaniem oka wpisałem w magicznej wyszukiwarce graficznej Google zwrot „Elephant's Eye" i już miałem się na czym wzorować.

Najpierw całość pomazałem na biało, następnie zrobiłem dużą, czarną źrenicę. W niej okrąg z farby, uzyskanej z wymieszania Blood Red, Sunburst Yellow i Shining Gold, z delikatnym, białym obramowaniem, a w tym już malutką, czarną kropeczkę… Na całość lakier błyszczący i … „czyż te oczy mogą kłamać?" ;P

Tak, ale na powyższych zdjęciach widać już barwy wojenne…Więc przejdźmy do tak zwanego „Warpaint'a"…

Od razu muszę napisać, że w większości załączonych fotografii kolory są trochę zbyt nasycone i czerwień wygląda inaczej, niż w rzeczywistości, realnie jest jaśniejsza, bardziej brązowo-pomarańczowa, niż wiśniowa.

W każdym razie, przed malowaniem symboli wojennych, przeszukałem niezmierzone otchłanie Internetu, korzystając z wyszukiwarki grafik wspomnianej już wyżej i znalazłem masę pięknych zdjęć z filmu. Dodatkowo wsparł mnie wspomniany już mój imiennik – Uszkasz, który przesłał mi zdjęcia z rozszerzonej wersji „Powrotu Króla". Na podstawie tak zebranych materiałów dowodowych mogłem rozpocząć proces i wydać wyrok – wymalowanie głowy, przednich nóg i tylnej części pleców.

Wymieszałem Gory i Blood Red wraz z Bestialem, po czym, stosując metodą suchego pędzla, zacząłem takowy kolor wcierać w skórę, starając się, by wszystko wyglądało na trochę rozmazane i dość realne. Następnie rozjaśniałem wewnętrzne partie malowań, a gdy czerwień była gotowa, wziąłem się za właściwe, czarne symbole. Wymieszałem czarny z Scorched Brown, rozcieńczyłem i wymalowałem na głowie i trąbie mumaka symbole oka, węża oraz kilka dodatków, po czym na nogach dałem upust fantazji, tworząc dziwne wzory, z których właściwie tylko Oko da się rozpoznać (i dla mnie jeszcze K i R na lewej nodze ;P).

Po takim malowaniu stwierdziłem, że czerń symboli za bardzo odróżnia się od ogólnych kolorów słonia, więc delikatnie, suchym pędzlem, przyprószyłem te miejsca odrobinką Bestiala, dzięki czemu wszystko się zgrywa i wygląda tak, jak powinno, przynajmniej moim zdaniem.

Następnie wymalowałem sznury na brzuchu mumaka, najpierw przeciągając je brązem, później rozjaśniając i rzucając czarny cień.<br><br>

I co nam zostało jeszcze z malowania? Jedna z najtrudniejszych rzeczy – kły (Uszkasz może potwierdzić ;]).

Malowanie jasnymi kolorami zawsze jest problematyczne, więc byłem nastawiony na możliwość komplikacji. Nie jest tak, że wszystko łatwo przychodzi – czasem też zdarza mi się popełnić błąd i coś spierniczyć, ale cały luksus polega na tym, że w naszym hobby nie ma rzeczy ostatecznych – prawie wszystko da się naprawić :] (no chyba, że wam figs mumaka wpadnie pod walec drogowy, albo do wiadra z kwasem solnym, albo do akwarium mojego hipermorderczego żółwia <nieświętej pamięci>, wtedy dla olifanta nie ma ratunku ;P)

Wracając do rzeczy – wymieszałem biały z Plague Brown i Stonewall Grey, po czym zacząłem pokrywać kły cienkimi warstwami takiej barwy. Plastik prześwitywał przez nie, więc musiałem kilka razy powtórzyć tę czynność, nim zaczęło to w miarę dobrze wyglądać. Następnie wpadłem na dość ryzykowny pomysł – pomalować na kłach pionowe kreski, niczym widoczne czasem na rogach warstwy kości. Tak też uczyniłem, mocno rozcieńczając szary. Namalowałem takie paski, później jeszcze jasnobrązowe, białe… I co? I wyglądało na paskowanego mumaka ;P Naprawdę głupio.

Co nie znaczy, że żałowałem – wykorzystałem ten, wydawać by się mogło, błąd, na swoją korzyść. Nałożyłem na kły cienką warstwę mieszanki białego oraz Plague Brown, spod którego, po wyschnięciu, zaczęły delikatnie spozierać ledwo widoczne, szare i brązowe paseczki – i o to chodziło. Na zdjęciach nie da się tego dobrze zobaczyć, ale w rzeczywistości te białe części kłów nie są jednolite – widać pod nimi subtelne paski innych barw, co dodaje im realizmu.

Po tym zwycięskim boju z ogólną barwą najgroźniejszej z broni mumaka, zacząłem przyciemniać części przy skórze oraz końcówki. Zaczynając od jasnoszarego, mocno rozcieńczoną farbą robiłem delikatne kreski na kłach, idące od miejsca osadzenia ich w skórze oraz od koniuszków w głąb. Następnie malowałem takie kreseczki mocno rozcieńczonymi mieszankami szarości, brązów, coraz ciemniejszych aż po Bestiala, Scorched, a na końcu prawie czystą czerń, którą tylko zrobiłem obwódkę wokół początku kłów i na ich najostrzejszym fragmencie.

Idąc za filmem, a konkretnie jednym z moich ulubionych zdjęć, postanowiłem porobić na kłach mumaka ślady walki – delikatne zacięcia, powstałe prawdopodobnie od grotów strzał i temu podobnych. Malowałem takie cieniutkie kreseczki, biorąc na pędzelek o numerze 00 mało farby, nadmiar jej jeszcze wycierając o papier, a następnie pociągałem włosiem od środka na zewnątrz kłów. Część również naciąłem skalpelem.

Jednym z ostatnich fragmentów do wymalowania pozostały sznury i kolce na kłach. Te pierwsze wymalowałem brązem, rozjaśniałem suchym pędzlem, po czym wycieniowałem czernią. Drugie wymalowałem jasną barwą, uzyskaną z wymieszania brązów, bieli i koloru skóry elfiej. Następnie, również drybrushem, rozjaśniałem ich końcówki, ostatecznie używając do tego nawet bieli.

Później zdecydowałem się na kolce wrzucić trochę krwi, więc pomalowałem część z nich Gory Red, na to dałem bardziej świeże Blood Red, a także gdzieniegdzie trochę Bestiala. Podobnie potraktowałem lewą, przednią stopę, pod którą znajduje się, znany i poważany, imć Zgniotek.

I tym sposobem, powoli, acz skutecznie, doczołgaliśmy się, niczym Pełzacz, do końca etapu malowania 🙂 [tu należą się gratulacje dla mnie, jako nudnego przewodnika wycieczki po słoniu, oraz dla Was, że w ogóle dotrwaliście ;)]

Należy jeszcze wspomnieć o kilku sprawach montażowych:

Na podstawkę przykleiłem trawkę elektrostatyczną, jednak jej kolor (żywozielony) trochę mi nie odpowiadał, więc podmalowałem ją lekko brązem i rozjaśniłem, by wyglądała na trochę podsuszoną.

Aby przykleić przedni widelec howdah do słonia trzeba się było trochę namęczyć, gdyż ta część wybitnie nie chciała pasować. Na szczęście, pomogła mi moja luba rodzicielka i razem pokonaliśmy przeciwności: naciągnąłem wredny element do odpowiedniej pozycji, po czym przytrzymała go moja asystentka, a ja brutalnie przepaliłem się rozgrzana szpilką przez drewienko oraz skórę mumaka, dzięki czemu widelec został zachowany we właściwym ułożeniu. Nałożyłem na niego Poxipol oraz Cyjanopan, by nie próbował się odginać i wziąłem się za klejenie reszty. To rzecz błaha, więc nie ma sensu pisać o montowaniu kolejnych części, tylko wspomnę, że dorobione drabinki w większości przykleiłem „na leżąco" na dane poziomy howdah, a jedynie tą, prowadzącą na najwyższą z wieżyczek, zamocowałem jako stojącą, używając minimalnej ilości Cyjanopanu.

Po zmontowaniu mumaka, wkleiłem go na podstawkę, używając tych samych klejów, co wyżej, by mocno się moja bestia ziemi trzymała.

Właściwie ostatnim, kończącym elementem oswajania potwora było olinowanie howdah. Użyłem do tego cienkiej nici z tworzywa sztucznego, którą na Cyjanopan przyklejałem w danym miejscu, pozwalałem dobrze przyschnąć i naciągałem do drugiego. Natomiast, w celu uzyskania ostatecznej władzy nad mumakiem, nawierciłem mu dziurki w górnych partiach uszu, wsadziłem w nie odpowiednio wygięte druciki i zamocowałem do nich linkę, którą w swoją silną dłoń chwycił Mahud, przywódca mej bestii.

Po tych zabiegach mumak po raz kolejny zawędrował w progi swego Ojca Chrzestnego, mojego przyjaciela Macieja G., u którego pokryliśmy olifanta modelarskim lakierem matowym Model Master, korzystając z aerografu (idealna rzecz do mazania tak wielkich modeli :]). Tym samym lakierem, ale już przy pomocy pędzla, zabezpieczyłem również załogę słonia.

I tak wyglądała zmontowana bestia:

A tak z zamontowaną załogą:

No i, oczywiście, nieodłączni Zgniotek i Pełzacz (bez nich mumak nie byłby taki sam):

Podsumowując:

Mumaka robiłem od kwietnia (z przerwami na studia, egzaminy i inne drobnostki) aż do daty ostatecznego ukończenia, 26go września 2005go roku. Model ten wymagał naprawdę dużo pracy, zwłaszcza w sferze konstrukcyjnej (zaszpachlowanie i oszlifowanie wszystkich nierówności, szpar itp.), samego słonia malowało się stosunkowo łatwo, ale to też niezłe wyzwanie. Reasumując – nie polecam go dla młodych i początkujących figurkowców, lepiej poczekać i poćwiczyć na małych miniaturkach, niż wydać dużo pieniędzy i zepsuć taką dużą.

Właśnie – wracając do kwestii mamony – dość brutalny wniosek – moim zdaniem Mumak nie jest wart swej ceny. Games Workshop zdecydowanie za dużo żąda w stosunku do tego, co daje. Wiadomo, że bitewne gry figurkowe to kosztowna sprawa, ale poziom wykonania olifanta jest naprawdę za niski w porównaniu z jego ceną. Nie wspominając o walorach bitewnych, gdzie zbyt wiele zależy od losu i część zasad jest wprost…

No dobra, to tyle mojego osobistego wywodu 😉

Bonusowo, na osłodę, jeszcze kilka dość oryginalnych fotografii Mumaka z innymi moimi figurkami, oraz z pokoju fundatora słoniowego, z jego modelem i nie tylko.

I krótki dodatek nie całkiem hobbystyczny – dotychczas używałem mumaka w wielu walkach i znakomitą większość nim wygrałem 🙂 Wydeptał mi między innymi moje pierwsze turniejowe zwycięstwo, a pod jego stopami padli już tak potężni bohowie, jak Aragorn, Gandalf Biały, Dain, Balin, Legolas (tfu) czy Gil-Galad (tfu-tfu ;P), zadeptał też nawet innego mumakila, czy nawet dwa… Bestią gra się dość ciężko i dość losowo, ale to bardzo ciekawa zabaweczka 🙂 O ile uda się nie spanikować i nie dać sobie słonia wyprowadzić za planszę 😉

Jeszcze coś a propos wygrywania mumakiem – wziąłem z nim udział w kilku konkursach figurowych – jeden miał miejsce dość dawno na zagranicznej stronie ThePalantir i tam słonik wygrał dla mnie Podręcznik LotRowy, gniotąc wrogów w kategorii Malowania i Konwersji 🙂

Natomiast na historycznym, ostatnim Wojennym Młocie, który miał miejsce 2-3 września 2006go roku, mumak wydeptał sobie pierwsze miejsce w konkursie malarskim w kategorii Duży Model LotR 🙂

Dowód poniżej 😉

I choć od czasu zrobienia KriegsMumaka rozwinąłem się znacznie i zrobiłem wiele lepszych figurek, to wciąż ten właśnie olifant robi na oglądających największe wrażenie. Mimo pewnych technicznych braków i niedoskonałości, to też właśnie on ma najwyższą średnią z moich figurek na CoolMini (http://coolminiornot.com/102262). Widać ilość pracy czasem przedkłada się nad jej jakość 😉

Kończąc definitywnie artykuł, chciałem pogratulować Wam wszystkim tego, że tu ze mną dotarliście w tej jednej z największych wypraw świata Fantasy 😉

Szczerze współczuję braku ciekawszych zajęć 😛

PozdRawiam,

KędzioR_vo

Dołącz do dyskusji

  1. Pawlik · 6 stycznia 2015 o 22:40

    Kuuuurde po latach przeczytać to to coś niesamowitego! Pamiętam jak pierwszy raz czytałem ten artykuł i jak bardzo mnie zainspirowało 🙂 Nie pogniewałbym się, jak redakcja by częściej takie perełki odgrzewała

  2. IrrLee · 6 stycznia 2015 o 18:55

    Miło było ponownie przeczytać i przypomnieć sobie ten artykuł.

  3. DariuS · 5 stycznia 2015 o 12:48

    Przepiękny! :O

  4. mnil · 4 stycznia 2015 o 21:37

    GJ!

  5. bonuspl · 4 stycznia 2015 o 21:13

    Zapomniałem już o ostatniej części tego artykułu. Efekt końcowy taki jak ocena na cmon!

  6. Nirnaeth · 4 stycznia 2015 o 21:06

    He he piękny art, piękny model, piękne malowanie – bravo! tego nam trzeba w czasach mocnej posuchy! oby tak dalej…BTW to już nie jest największy model jaki wydało GW do LOTR/Hobbit 😉

  7. Arni · 4 stycznia 2015 o 20:03

    Piękny ^^. I jednak nie jest to taka prosta sprawa, dużo czasu potrzeba dla doświadczonego modelarza żeby wykończyć takie cudo. Gdybym zbierał Harad to od razu rzuciłbym się na model. Art pomocny, to na pewno, ale również inspirujący.
    Moją uwagę przykuł również troll, który widnieje na jednej z fotek. Bardzo ładny model. 🙂

  8. Barti · 4 stycznia 2015 o 19:57

    Myślałem, że wrzucę część trzecią jeszcze w starym roku, ale z różnych przyczyn (od braku czasu czy braku dostępu do strony, po masę newsów o nowościach wydawniczych) poszła dopiero teraz. Raz jeszcze podziękowania dla Kędziora_vo za chęć przywrócenia artów o Mumakilu dla odwiedzających Mitrila.

  9. staszkoPL · 4 stycznia 2015 o 19:55

    przeczytałem! 😀 świetny słoń.

Może Ci się spodobać